Wstając rano spojrzałam na migający wyświetlacz telefonu, ikonka małej kopertki mówiła o nieodebranej wiadomości.
Witaj Eve.
Dowiedzieliśmy się że David z Marsem opowiedzieli ci twoją historię. Mamy
nadzieje że przemyślisz sobie wszystko i postanowisz dołączyć do naszej
organizacji. Co będziesz robić i jakie dostaniesz za to wynagrodzenie, powiemy
ci gdy tylko do nas przyjdziesz. Czekamy na twoją odpowiedź.
Niesamowite, żeby serce stanęło mi po przeczytaniu sms’a? To trzeba mieć
prawdziwy talent. Mimo tak wczesnej godziny zauważyłam że już ktoś zdążył
przyjść do pokoju, stwierdziłam to po zobaczeniu fioletowej torby. W środku
znajdowały się ubrania, damskie! Otworzyłam drzwi od sypialni i sprawdziłam czy
David jest w domu, smród papierosów zaprowadził mnie do kuchni. Siedział przy
stole, tyłem do mnie.
- Te Davidos, zgaś tego peta bo śmierdzi. Te ubrania to dla mnie? – Dopiero gdy
ten się obrócił w moją stronę zauważyłam brązowowłosego chłopaka siedzącego przed nim, wyglądał jak jakiś model. Chyba
musiałam go zaszokować moim wyglądem, nie byłam pewna ale prawdopodobnie moje
włosy były potargane, bardzo potargane.
- David, mówiłeś że nie trzymasz zwierząt w domu.– Westchnął zasłaniając twarz
ręką, uznałam to za obrazę, a mnie się nie chce obrażać.
- Kim ty jesteś? – Założyłam ręce na piersi i lekko się oparłam o framugę
drzwi, jego zielone oczy spojrzały na mnie z obrzydzeniem. Już otwierał usta by
coś powiedzieć gdy Barbie chuchnął mu dymem w twarz przez co ten zaczął kaszleć
i machać rękami. David gasząc papierosa spojrzał na mnie bez uczuć.
- To jest Silver, ma świra na punkcie wyglądu itp. Nie dziw się, to przez DNA.
- Hej! Żebym ja ci przypadkiem nie wypominał twojego DNA..ty…
- Silver z łaski swojej siedź cicho, chyba że chcesz aby twoja „piękna”
mordeczka została trochę ozdobiona bliznami. – Z mrocznym uśmiechem pokazał
ostro zakończone paznokcie, aby trochę bardziej nastraszyć Slivera zrobiłam
minę zbitego pieska i palcem pokazałam na zabandażowaną szyję, to go chyba
przekonało. Niestety musiał powiedzieć ostatnie słowo, bo jak żeby inaczej?
- No dobra, to ja tu sobie cicho posiedzę i pozwolę wam się opalać w blasku
mojej piękności. – Udałam że wymiotuje a ten pogroził mi pięścią. Moje oczy
powędrowały w stronę znudzonego blondyna, przez pewien czas w kuchni panowała
niezręczna cisza.
- Jeśli chodziło ci o ubrania to tak, są dla ciebie. Ten Narcyz nie bez powodu
jest u mnie w mieszaniu, wybierał te ubrania bo ja się nie znam na modzie
damskiej i nie chce się znać. – Po słowach Davida wyszłam z kuchni, słyszałam
tylko że po tym znów zaczęli rozmawiać, ale o czym? To mnie teraz nie
obchodziło. W torbie znajdowały się niebieskie rurki i czarny top, wszystko
pasowało wręcz idealnie, ten Narcyzik ma nawet świetny gust. Moim kolejnym
celem było znalezienie szczotki lub grzebienia, Barbie miał dość długie włosy
więc musiał jakiś przyrząd do ich czesania posiadać. Byłam tak genialna i
odnalazłam szczotkę w łazience, po około dziecięciu minutach miałam już
rozczesane włosy. Zza drzwiami dało się słyszeć że ktoś zaczyna się zbierać do
wyjścia, otworzyłam je i z lekkim uśmiechem obserwowałam jak Silver ściąga
czarną, skórzaną kurtkę z wieszaka. Chłopak zmierzył mnie wzrokiem i z zachwytu
aż odłożył skórę na miejsce.
- Kim jesteś i co zrobiłaś z tamtym paskudztwem? W sumie lepiej nie mów bo
jeszcze wróci. – Uśmiechnął się wrednie zaczesując grzywkę do tyłu, przez
pewien czas patrzyłam na niego jak na idiotę aż w końcu wychyliłam się aby
spojrzeć na zażenowanego Davida.
- Mogę go uderzyć za to „paskudztwo”? – Blondyn wzruszył ramionami a ja
odebrałam to jako „Tak” i wycelowałam pięścią w jego zielone oczy, troszkę się
jednak przeliczyłam bo moja ręka została przez niego zatrzymana bez większego
problemu. Ziewnął i po chwili wykręcił mi ją, stałam teraz do niego plecami.
- Nie wierze, to ty jesteś tym najsilniejszym SB? Za ludzka cosik jesteś. –
Zachichotał i poluźnił uścisk przez co mogłam mu się wyrwać, trochę bolało a na
nadgarstku został czerwony ślad. Chciałam mu odpyskować lecz zostałam
wyprzedzona przez Marsa który właśnie wszedł do domu przez okno, pomijam fakt
że byliśmy na drugim piętrze.
- A czego ty się spodziewałeś? Została wychowana na człowieka a nie na maszynkę
do…
- Mars, z łaski swojej zamknij paszczę. Czy wszystkie wilkołaki mają takie
dzikie zmysły? Czyż nie po to wymyślano drzwi aby nimi wchodzić?! – David
przerwał mu dalszą wypowiedź, no cóż byłam ciekawa o jaką „maszynkę” chodzi…
pewnie i tak się dowiem.
„Ciekawość, pierwszy stopień do piekła” czy bogowie mogą iść do piekła?
Nie wiem, nie chce sprawdzać.
Czerwone oczy blondyna spojrzały na Silvera i Marsa, po chwili wydał z siebie
dość ciężkie westchnięcie, na jego twarzy zawitał mały uśmieszek. To nie było
chyba codziennością, zaszokowane miny chłopaków były tego dowodem.
- Brakuje jeszcze dwóch osób i cała drużyna byłaby w komplecie. – Kolejny raz
nastała ta niezręczna cisza, przerwał ją dzwonek do drzwi i zapach pizzy.
Silver, stojący najbliżej wyjścia powitał z wielką radością białowłosą
dziewczynę z jasno różowymi pasemkami.
- No witajcie misiaczki, dostałam sms’a! Podobno nasza Evcia się ogarnęła i
wraca do domu! – Pisnęła szczęśliwie i zaczęła mnie szukać wzrokiem, nie trwało
to długo. Przykleiła się do mnie a ja
stwierdziłam że jest strasznie niska, stała w szpilkach a i tak byłam wyższa o
głowę. Gdy ta postanowiła tulić się do moich piersi ja wskazałam na nią palcem
i zrobiłam pytającą minę.
- To jedyna osoba która była cię wstanie uspokoić jako niemowlaka,
niewiarygodne że elfy mają takie piękne głosy. Oczywiście mają jedną wadę którą
jest wzrost ale.. – Zaczął David.
- tfo mafe to fodkie! – Mruknęła niewyraźnie dziewczyna.
- Najpierw odsłoń twarz a potem mów. Po za tym jestem ciekawy kto cię
poinformował o tym że Eve jest u mnie? – Uniósł delikatnie brew i założył ręce
na torsie. Białowłosa puściła mnie i wyciągając z małej, różowej torebeczki
komórkę sprawdziła nadawcę wiadomości. Zrobiła duże oczy i zaraz po tym
pokazała nam wszystkim sms’a. Wiadomość brzmiała „Eve jest u Davida” niestety
zamiast nadawcy wyświetliło jakieś gwiazdki i serduszka.
- Na pewno nie masz nikogo tak zapisanego? – Zapytał Mars drapiąc się po
głowie, przez moją głowę przeszła myśl że skoro jest wilkołakiem to może ma
pchły? Głupie i dziwne, niestety po tym wszystkim pewnie nic mnie już nie
zdziwi.
- No coś ty! Oczywiście że dodaje różne emotki do nazw ale nie robię nazw z
emotek! Patrzcie! – Westchnęła i pokazała nam listę kontaktów. Zaczęłam
chichotać widząc oznaczenia chłopaków, Silver miał płaczącą buźkę, Mars
uśmiechniętą, a przy Davidzie było serduszko.
- Tak po za tym Eve daj mi swój numer! – Uśmiechnęła się a wszyscy wyciągnęli
telefony by zapisać, widząc tą różnorodność modeli i kolorów poczułam się jak w sklepie.
- Zaraz! Mam wam dawać numer a ja was praktycznie nie znam! – Krzyknęłam a
Silver uderzył się dłonią w czoło, zrobił to delikatnie by nie uszkodzić swojej
„pięknej twarzyczki”
- Kobieto! Nie chcesz nam dać numeru bo nas nie znasz, ale nocowanie u
nieznajomego to już jest ok? – W sumie fakt, nie chcę im dać numeru bo ich nie
znam ale naprawdę czuje jakbyśmy się przyjaźnili przez wiele lat. Pewnie to
przez to że znali mnie jeszcze jako niemowlaka, może jako dziecko ich
zapamiętałam, nie wiem.
- Dobra.. pisz.. jestem Ruby a mój numer to..-
Kilka chwil a każdy miał mnie w kontaktach i odwrotnie, oczywiście
musiała być kłótnia na temat pisowni mojego imienia. „Eve, nie Eva.” Zaraz po
tym siedliśmy w salonie i zajadaliśmy się pizzą, cały czas rozmawialiśmy. W
sumie wypytywali mnie tylko o mój życie więc nie było innego tematu niż ja, nie
podobało mi się to. Gdy skończyłam opowiadać zobaczyłam ich zachwycone i
zainteresowane miny, co było ciekawego w życiu nielubianej nastolatki?
Odłożyłam nadgryziony kawałek na talerz i postawiłam na stoliku przed kanapą.
- A może wy coś powiecie o sobie? Dziwnie się czuje kiedy mówimy tylko o mnie.
– Wszyscy spojrzeli na siebie po kolei ale nikt się nie odezwał. Spodziewałam
się że David znów wypomni mi coś czego nie powinnam robić lub o co nie powinnam
pytać lecz ten wyciągnął tylko zapalniczkę i dla zabicia czasu zaczął nią
kręcić.
- W porównaniu do ciebie my nie możemy tak swobodnie rozmawiać o przeszłości.–
Powiedział z powagą Silver.
- No ale mimo wszystko możecie mi powiedzieć do czego was zmuszają ci naukowcy,
mam zamiar się do was przyłączyć więc muszę wiedzieć..
- Stop! Czekaj! Moment! Zatrzymaj ten traktor zwany mózgiem! Ty nie możesz do
nas dołączyć! Będziesz mieszkać z innymi Bogami w luksusach! Tak powinno być! –
Krzyknęła zirytowana Ruby łapiąc mnie za ramię. Spojrzałam na reakcje innych i
tak jak myślałam znów patrzyli na mnie jak na jakieś zwierzę pod ochroną,
nienawidzę tego.
- Nie mów mi jak powinno być, nie mów mi czego nie mogę. A co jeśli ja nie chce
luksusów? Nie chce być księżniczkę która tylko leży i pachnie! – Krzyknęłam
uderzając w jej rękę, moje oczy zalśniły czerwonym światłem. Wstałam z kanapy i
już chciałam wyjść, trzaskając przy okazji drzwiami ale rośliny stojące w
salonie zaczęły szybciej rosnąć przez co zablokowały przejście. Spojrzałam na
Ruby, nie wyglądała na zadowoloną, w sumie też nie byłam.
- Jeśli do nas dołączysz zginiesz, nie rozumiesz?! – Warknęła odgarniając białe
włosy za uszy. Silver i Mars przez większość czasu milczeli ale widząc że zaraz
skoczymy sobie do gardeł zaczęli próbować nas uspokoić, niestety na próżno.
- Nie dbam o to. Chce wam pomóc, nawet
jeśli to niebezpieczne. – Westchnęłam
zaczesując czarne włosy do tyłu. Myślałam że na tym skończymy rozmowę i już chciałam
rozmyślać w jaki sposób pozbędziemy się korzeni z drzwi, niestety nie było mi
to dane bo szalony chichot dziewczyny zwrócił uwagę każdego.
- Dobrze, więc ja cię zabije. Będzie łatwiej. – Uśmiechnęła się szaleńczo a w
jej dłoni pojawił się łuk, z gracją i szybkością wycelowała w moje serce.
Umarłabym gdyby nie Mars, który przemienił się w wilka i złapał strzałę w
locie. Niestety to nie powstrzymało Ruby, wręcz przeciwnie, w jej ręce
niespodziewanie pojawiło się kilka pocisków. Wszystkie trafiły w chłopaka,
upadł, krew zaczęła wypływać spod futra a gdy już opadł z sił zmienił się z
powrotem w człowieka. Nic nie mogłam zrobić, widziałam jak ledwo znany mi
chłopak zginął próbując mnie uratować, przed kim? Przed własną przyjaciółką?
Jak ona dalej mogła się uśmiechać skoro zabiła swojego bliskiego, wtedy jeszcze
nie wiedziałam. Silver i David nie
marnowali czasu, Narcyz podbiegł do Marsa a jego dłonie zaświeciły
jasnozielonym światłem, strzały same wyszły a rany się zabliźniły. David z
nadludzką szybkością złapał mnie w pasie i przeciągnął na drugą stronę pokoju
kiedy Ruby wystrzeliła kolejną salwę strzał. Gdy mnie puścił podszedł do niej i
zrobił coś czego bym się w życiu nie spodziewała. On pokazał ostre kły i wbił
się nimi w jej szyję, szkarłatna ciecz popłynęła jak rzeka i gdy blondyn ja
puścił upadła na biały dywan ubrudzony krwią Marsa. Myślałam że już po niej
jednak ta zaczęła drgać kiedy Barbie wycierał usta, podeszłam do niej a ta
wyglądała na… przerażoną. Tak jakby nie wiedziała co się przed chwilą stało.
- Rany, musiałaś dawno nie używać Chaosu prawda? – Zapytał z powagą David.
Zawstydzona Ruby skinęła głową i widząc łuk w ręce odwołała go. Krzyknęła gdy
zobaczyła leżącego obok, nieprzytomnego przyjaciela. Silver widocznie bardzo
się męczył lecząc go, dało się to stwierdzić po kropelkach potu na jego czole.
Nie wiedziałam co mam robić w tej sytuacji, więc zareagowałam tak jak normalny
człowiek. Krzyknęłam, rozpłakałam się i opadłam na kolana. Naprawdę myślałam że
Mars umrze, że znów ktoś zginie przeze mnie. Nagle poczułam czyjąś dłoń na
ramieniu, nie wiem czemu ale widok uśmiechniętego Davida był dla mnie jak
zbawienie, taki tam prywatny anioł.
Odwzajemniłam uśmiech słysząc że Mars żyje i Ruby ze szczęścia o mało go nie
udusiła.
Kolejny raz domagałam się tłumaczenia i wyjaśniania, miałam wrażenie że coraz
bardziej działam im tym na nerwy, niestety to zbyt fascynujące hobby aby z
niego zrezygnować.
- To co widziałaś przed chwilą to skutek ChaosHead. Umiejętność która aktywuje
naszą drugą naturę przez co możemy być trochę niebezpieczni dla środowiska.
Niestety trzeba jej używać systematycznie inaczej moc przy użyciu będzie zbyt
duża i bez niczyjej pomocy nie uwolnisz się z trybu Chaosa. Tu miałaś przykład
trzymania w sobie mocy. Wiedziałem że jeśli zranię Ruby to wróci lecz nie
mogłem się powstrzymać i znów popadłem w nałóg picia krwi, przegrałem i możecie
mnie znów nazywać pijawą czy czym tam chcecie. – Westchnął i ciężko opadł na
kanapę, reszta z chytrymi uśmiechami przybiła sobie piątkę.
- No wampirku, wiedzieliśmy że nie wytrzymasz. – Zachichotała Ruby próbując
rozmasować już zabliźnione ugryzienie, to raczej nieprzyjemne uczucie kiedy
ktoś ci wbija zęby w szyje. Osobiście nigdy tego nie doświadczyłam ale w
filmach wygląda to nieciekawie, dobrze wiedzieć jak o wygląda w rzeczywistości.
- Tyle pracy żeby wygrać, myślałem że mnie naprawdę zabijesz! – Krzyknął Mars
mierzwiąc włosy Ruby. Otworzyłam szerzej oczy, oni to wszystko zaplanowali! O
mało nie zginęłam przez jakiś durny zakład w którym nawet nie biorę udziału!
Silver również nie wyglądał na zadowolonego z ich genialnego planu.
- IDIOCI! Myślałem że naprawdę Ruby przestała nad sobą panować! Dobrze wiecie
że jeśli kogoś leczę to ból przechodzi na mnie, ogłupieliście?! Co by było
gdybym nie mógł go uratować? – Krzyknął tak głośno i groźnie że aż się
wystraszyłam i odsunęłam od niego, w sumie powinnam również zając miejsce na
kanapie lub fotelu a nie siedzieć obok zakrwawionego dywanu. Mars chwile
pomyślał i nagle z uśmiechem pstryknął palcami.
- Weź przestań Silver, ty zawsze dajesz radę. Nawet Shin teraz..
- Czy tu widzisz gdzieś tu Shina?! Próbowałem mu pomóc ale nie dałem rady,
zemdlałem z bólu, gdybym tego nie zrobił to on by teraz siedział obok Davida, a
nie leżał w szpitalu. – Szybkim uchem zerwał się na nogi i podszedł do drzwi,
przerażona Ruby cofnęła wzrost roślin przez co chłopak bez problemu wyszedł.
David nie czekał aż reszta się zorientuje co się właśnie stało i wyszedł za
Silverem. Ja również spojrzałam z pogardą na chichoczących przyjaciół i wstając
patrzyłam na puchowy dywan, ta krew się raczej nie spierze.
No i następny rozdział za mną. Chciałabym mieć takie zoo różnych nadnaturalnych istot w domu. Co o tym sądzisz Shin? *patrzy się za siebie, gdzie jeszcze przed chwilą stał Shin* Shin!? Shin!!!
OdpowiedzUsuńShin: Nie drzyj się tak. Sprawy fizjologiczne!
Rozumiem. W każdym razie. Rozdział cud, miód i malina. Chce następny. Ciekawi mnie tylko jedna rzecz. Czy w tym opowiadaniu będą jakieś wątki miłosne, bo mam już parę parringów. Życzę duz o weny.
Samara Glasses i Shin*zajęty*
Będą, cała historia jest pełna takich wątków. W sumie, pierwsze co zrobiłam zanim zaczęłam wymyślać historie to wymyślenie kilku par :3
UsuńSuper rozdział ;) Strasznie podoba mi się twoje opowiadanie, kocham takie klimaty :D
OdpowiedzUsuńJestem ciekawa kiedy sprawa z Akim się wyda, bo wątpię aby nasza bohaterka szybko podzieliła się z nimi tą informacją. No chyba, że coś mi umknęło :D Przeczytałam dopiero teraz...Jest późno i dosłownie śpię na siedzące więc przepraszam, że tak krótko >.<
Kiedy przewidujesz następny rozdział ? Nie mogę się doczekać :)
Pozdrawiam MarryLay