- Dziwne, to ja powinienem w tej chwili płakać, w końcu to mój brat.
- Właśnie wiem! Po prostu czuje że to moja wina, nie uratowałem go.
- Silver…
- Nie byłem na tyle silny by mu pomóc.. czy ja musiałem w tej chwili zemdleć?!
- Ej.. chłopie…
- Zawiodłem wszystkich, Shin był dla każdego ważny. To przeze mnie jesteś taki.. to ja powinienem teraz…
- SILVER! OGARNIJ SIĘ! – David krzyknął, on naprawdę krzyknął. Dalej była tylko cisza. Odchyliłam lekko drzwi i zajrzałam przez małą szczelinę do środka. Narcyz siedział na krześle, przy stole, a David z groźną miną opierał się o kuchenny blat.
- Ja mam się ogarnąć? Mówię prawdę! Przez to że nie uratowałem Shina ty nie pokazujesz nam już swoich emocji.
- To nie przez ciebie. Shin umarłby gdyby nie ty i dobrze to wiesz. Dobrze wiesz również to, że nie pokazuje emocji gdyż mój brat został przez to ranny. Gdybym nie popadł w histerię kiedy Zeus zaczął mówić że zabije Shina, to nigdy by nie odkrył tej słabości, a na niego nie rzuciłyby się wszystkie stwory. – Po tych słowach zaczął chodzić w kółko po kuchni i zatrzymał się na ścianie obok mojej szczeliny. - A teraz przestań ryczeć i pokazywać SWOJE słabości przed dziewczyną. Nie ładnie podsłuchiwać Eve. – Drzwi się otworzyły na oścież a ja kilka razy mrugnęłam, zrobiłam głupią minę i chciałam się wycofać. Niestety David był szybszy i złapał mnie za koszulkę, takim sposobem zostałam objęta w pasie a jego głowa położyła się na mojej. Próbowałam się przez pewien czas wyrwać ale mi się nie udało, Silver widząc nas zrobił zdziwioną minę po czym odchrząknął i znów zrobił tą swoją minę „jestem najpiękniejszy”
- Po coś przylazła brzydka dziewucho? – Westchnął zrezygnowany a moja brew zaczęła nerwowo drgać. Wskazałam na dziwnego stwora leżącego na mojej głowie i wkurzona odpowiedziałam krótko.
- Co z dywanem? – Oboje spojrzeli w stronę drzwi, w sumie gdyby widzieli przez ściany mogłabym powiedzieć że patrzą na salon lecz takiej umiejętności chyba nie posiadali.
- Rzeczywiście, w sumie i tak miałem go wywalić. – Zachichotał David i uścisnął mnie mocniej, poczułam jak moja twarz robi się coraz bardziej czerwona. Można powiedzieć że Silverowi o mało nie opadła szczenna widząc takie zachowanie chłopaka, widząc że zaraz się rozpłynę na miejscu zaczął mnie ratować.
- Eee.. David.. to chodź wywalimy ten dywan, ok? – Dopiero gdy Narcyz pociągnął go kilka razy za rękaw zwrócił na niego uwagę. Podziękowałam mu bezdźwięcznie a ten skinął głową. I w taki właśnie sposób biały, puchaty dywanik zakończył swój żywot. Im dłużej myślałam o tym co się przed chwilą stało tym moje serce szybciej biło, oddech stał się nierówny a w brzuchu pojawiło się dziwne uczucie. Gdy usłyszałam jak David wychodzi z mieszkania chwiejnym krokiem ruszyłam w stronę salonu, ściana była niezłą podpórką. Nie zdarzyłam nawet otworzyć do połowy drzwi a zostałam złapana i wciągnięta do środka. W moje oczy błysnęło białe światło i po kilku mrugnięciach zobaczyłam przed sobą trzy zdziwione twarze, czułam się jak na przesłuchaniu.
- Czym jesteś i co zrobiłaś z tym bez uczuciowym Davidem? – Zapytała Ruby kierując lampkę na moje uszkodzone od światła tęczówki. Jednak cała ta dziwna scena miała być przesłuchaniem, a skoro to było przesłuchanie to musiałam mówić zgodnie z prawdą.
- Eve Raahel, przez dziwaków nazywana sztucznym bogiem. Lat 16. Blondynka farbowana na czarno. Znaki szczególne: różnokolorowe tęczówki. JESTEM NIEWINNA! – Powiedziałam wszystko na jednym oddechu. Mars przybliżył do mnie twarz i zaczął się bardzo dokładnie przyglądać, chyba sprawdzał czy nie kłamie co do wyglądu bo po paru chwilach odwrócił się do tych popaprańców z uniesionym do góry kciukiem. Ruby poklepała go po głowie jak grzecznego pieska, w tym samym momencie pojawiły się u niego wilcze uczy oraz ogon.
- No dobra, ale to nie zmienia faktu że to było dziwne! David od 16 lat unika dotykania wszystkiego co oddycha, a ciebie przytula. – Silver nie wyglądał na przejętego, wręcz na zadowolonego. Nie wiem co się działo przez 16 lat ale jeśli Barbie był taki cały czas to się nie dziwie że się teraz cieszą, pewnie to ta iskierka nadziei że David wróci do normalności. Czar szczęścia prysł kiedy usłyszeliśmy że drzwi zostają wyważone, blondyn postanowił z kimś rozpocząć kłótnie. Nie czekaliśmy, od razu wybiegliśmy na korytarz aby sprawdzić co się stało. Dwóch facetów w czarnych garniturach i tego samego koloru kapeluszach przygwoździło do ziemi Davida, krzyknęli coś w stronę drzwi, dokładniej framugi i do środka weszło kilku uzbrojonych mężczyzn. Broń skierowała się w naszą stronę poi czym strzelili, nie trafili. Zaczęłam wrzeszczeć ze strachu, Silver szybko zamknął drzwi i zaczął je przytrzymywać plecami. Mars zaczął warczeć po czym zmienił się w (na oko) 2 metrowego wilka, w ręce Ruby pojawił się łuk.
- Silver! Łap Eve i uciekajcie, kupimy wam trochę czasu! – Mars miał inny głos niż zawsze, bardziej groźny. Narcyz szybko podbiegł do mnie i przerzucił przez ramie, on może i nic nie widział ale ja widziałam wszystko. Najbardziej przeraził mnie wzrok Davida, patrzył na mnie jakby mu co odbierano, wyciągnęłam rękę w jego stronę. I wtedy kula trafiła w moją dłoń, przelatując na wylot. Krzyknęłam, w tym samym momencie poczułam że spadamy w dół, Silver zeskoczył z balkonu i zaczął biec tak szybko że zamiast otoczenia widziałam rozmazany obraz. Zamknęłam na chwile oczy, ale tylko na chwile, gdy otworzyłam staliśmy pod moim rodzinnym blokiem! Silver postawił mnie na ziemi i gdy chciałam coś powiedzieć przyłożył swój palec do moich ust, rozejrzał się czy nikogo nie ma i po tym wszystkim pozwolił mi mówić.
- CO TO BYŁO?! – No dobra, nie spodziewałam się że stąd niesie takie echo. Przerażony narcyz walnął mnie w tył głowy i kazał mówić szeptem.
- To były, moja droga Eve, Ogry. To jedno z mniejszych zagrożeń jakie doświadczamy. Nie tylko nasza, że tak powiem, „organizacja” tworzy sztuczne istoty, jest wiele innych. Każde z laboratorium tworzy inne hybrydy, jak widzisz my jesteśmy bardziej znani z SB. Te ogry prawdopodobnie pochodzą od APRIL. – Spojrzałam na niego jak na idiotę po czym ciężko westchnęłam. Czyli jeśli to jest dla nich „mniejsze zagrożenie” to powinni sobie poradzić prawda? Oczywiście, co ze mnie za przyjaciółka, zamiast się zamartwiać i myśleć o tym jak im pomóc próbuje sobie wszystko wyjaśnić by wyszła dobra wersja!
-Więc, poradzą sobie. Prawda? – Zapytałam niepewnie. Wnioskując po poważnej twarzy Silvera, chyba jednak zadałam złe pytanie.
- Kto wie? – Odparł i po chwili jego humor diametralnie się zmienił na lepszy, zarzucił mi rękę na ramię i wskazał na mój blok. – A teraz nasz kochany piesek Eve idzie pakować swoje rzeczy, to takie wygodne, twoje imię odmienia się przez rodzaj żeński i męski. – Uśmiechnął się wrednie a moją pięść zaczęła coraz bardziej się przybliżać, zrezygnowałam z tego pomysłu. Szybkim krokiem podeszłam do klatki, zręcznym ruchem wpisałam kod na domofonie i słysząc pozytywny dźwięk pociągnęłam za klamkę. Odwróciłam się do Silvera i chciałam mu pokazać żeby przyszedł ale wtedy stało się coś dziwnego, zobaczyłam jak ten mówi coś do siebie ze smutną miną.
„Przeżyjcie”
To wyczytałam z ruchu warg.
Zachciało mi się płakać z tego egoizmu.
Kiedy my cieszymy się bezpieczeństwem oni może walczą o życie! Czułam się z tym
źle, bardzo źle. Silver musiał to zauważyć bo jakby nigdy nic podszedł do mnie
uśmiechnięty i wepchnął do klatki.Stojąc pod drzwiami chyba z pięć minut szukałam kluczy w kieszeniach, a gdy znalazłam nie mogłam trafić w zamek. Ocknęłam się z tego „transu” kiedy zobaczyłam wściekłą twarz mojej matki.
- Masz czelność po tym wszystkim wracać do domu?! Już cię wywalili?! – Krzyknęła, nie zrobiło to na mnie wielkiego wrażenia. Tak jak5 lata temu bym się popłakała i uciekła do pokoju tak teraz popatrzyłam na nią groźnie i fuknęłam z irytacji.
- Przyszłam po moje rzeczy. Mam nadzieje że ich nie rozwaliłaś próbując się w nie zmieścić. – Zachichotałam a na jej policzkach pojawił się rumieniec. To nie tak że ten tekst wpadł mi sam, znikąd do głowy, taka sytuacja miała miejsce może dwa lata temu. Moja pamięć nie jest taka zła, jest nawet lesza niż wszyscy sądzą. Zanim zdążyłam cokolwiek jeszcze dopowiedzieć radar mojej mamusi wyczuł przystojniaka, chciałam powiedzieć „mamo, uważaj to ma wredny charakter” no ale niech ma chwilową radochę.
- Witam pana, odprowadził pan moją córkę? Bardzo dziękuje, co takiego zrobiła że ją odesłaliście? – Zatrzepotała słodko rzęsami a ja o mało co nie wybuchłam śmiechem widząc zażenowaną minę Narcyza, tan jednak szybko się ogarnął i robiąc minę „pan najpiękniejszy” zaczął opowiadać historyjkę. Ja w tym czasie ruszyłam do pokoju spakować swoje rzeczy, oczywiście nie mogłam nie usłyszeć tego co jej powie więc zostawiłam drzwi otwarte.
- Witam ale gdzie moje maniery! Nazywam się Silver Kelly. – Ciekawe, dowiedzieć się jak Silver ma na nazwisko, bardzo przydatna informacja. Usłyszałam po chwili dźwięk całowania kogoś w rękę, niezły jest. – A pani to pewnie młodsza siostra Eve, Anna Raahel? – No nie wierzę, on naprawdę widział jak zbajerować kobietę.
- Ohh.. nie.. ja… jestem jej..ekhem.. matką. – Powiedziała lekko się dusząc, w sumie w ogóle cud że się do mnie przyznała! Mogłam nie chichotać to bym więcej usłyszała lecz moja matka zamknęła „nie chcący” drzwi. No cóż, przynajmniej mogłam się skupić na pakowaniu.
Minęło może 10 minut? Spakowałam w tym czasie wszystkie swoje ciuchy i wszystkie najpotrzebniejsze rzeczy. Otworzyłam jeszcze raz wielką szafę by się upewnić czy na pewno niczego nie przeoczyłam, a jednak. Mój skarb! Jak mogłam o nim zapomnieć? Między rozwalonymi, starymi ciuchami wystawał kawałek pokrowca, moja gitara akustyczna! Wyszłam z ciężką walizką i gitarą na korytarz, oczywiście szybko odnalazłam mojego towarzysza, siedział przy stole kuchennym i pił kawę. Chyba stałam się dla niego wybawieniem, mimo wszystko Anna i Silver kochali to samo, siebie. To chyba musiało być dla niego ciężkie, ciągłe słuchanie o tym jak druga osoba jest wspaniała.
- Musi pani wybaczyć, na nas już czas. – Uśmiechnął się nonszalancko i poszedł by nawet na mnie nie patrząc, niestety nie ma tak dobrze. Moja walizka, całkiem przypadkiem, upadła na jego stopę z wielkim hukiem. Z jego ust wydostał się cichy krzyk, przewróciłam oczami a ten jak na zawołanie podniósł bagaż.
- Do widzenia panie Kelly! – Moja matka mrugnęła a ja zobaczyłam jak przez jego skórę przelatuje dreszcz. Silver poszedł do drzwi, ja ciągle stałam w kuchni i czekałam… na coś. Anna dobrze wiedziała że prawdopodobnie mnie już nigdy nie zobaczy, byłam jej córką, mogła chociaż powiedzieć „żegnaj” czy „spadaj” ale ta przeglądała jakieś czasopismo i piła kawę tak jakby mnie tu nie było. Ścisnęłam mocniej ramię od pokrowca i odwracając się krzyknęłam.
- Nienawidzę cię. – Tylko tyle ode mnie usłyszała i chyba jej to zbytnio nie obchodziło, ważne że zniknęłam. Zbiegłam po schodach jak poparzona przez co na dole poczułam się tak jakbym przebiegła kilometr, zadyszka. Zgięłam się w pół próbując złapać powietrze.
- Nie wiedziałem że grasz… - Powiedział Silver łapiąc mnie za ramię, spojrzałam na niego czerwonym okiem a ten aż się zaśmiał.
- Wiesz co.. ja też. – Mruknęłam i wróciłam do pozycji stojącej. Postanowiliśmy szybko wrócić do reszty, nie mieliśmy czasu na dalsze pogaduszki.Weszliśmy do mieszkania i przeżyliśmy szok. Całe mieszkanie wyglądało tak jakby przeszło przez nie tornado. Z przewróconych szafek na korytarzu powypadały buty i inne śmieci, David powinien to kiedyś sprzątnąć. Jedno z luster było rozbite, a jego kawałki rozsypały się na dywanie, który był ubrudzonym jakimś zielonym żelem. Oparłam instrument o ścianę i delikatnie, wręcz na palcach podeszłam do lekko uchylonych drzwi. Silver zauważył obok kuchni wielką plamę krwi. Chciałam tam podejść lecz deski zaczęły skrzypieć, ktoś słysząc ten dźwięk wstał z kanapy w salonie. Z cichym piskiem wtuliłam się w Silvera zasłaniając sobie oczy, usłyszałam jego bicie serca, była tak samo przerażony jak ja. Z każdym krokiem myślałam że padnę na zawał.
I prawie zemdlałam, ze strachu, kiedy drzwi gwałtownie się otworzyły a w przejściu stanął zdziwiony David.
- Przestraszyłeś nas! Jeśli przez ciebie dostanę zmarszczek od okazywania emocji to cię zabije. – Warknął Narcyz. Był dosyć poważny, co było przerażające. Barbie jedynie machnął ręką i wrócił do salonu. Tam również panował wielki chaos, wszystkie meble i szafki były porozwalane. Wazon stojący na parapecie został stłuczony, zwiędnięte już płatki róż leżały na drewnianej podłodze, ubrudzonej zielonym żelem. Dziwne istoty, czyli ogry, zostały związane i posadzone w rogu pokoju. Zielona maź pod nimi coraz bardziej się powiększała, dopiero teraz zauważyłam pełno ran na ich ciemnozielonej skórze, żel wypływał właśnie stąd. Ta substancja to była krew. Kucnęłam przy prawdopodobnie śpiących ograch i chciałam dotknąć tej dziwnej krwi, jednak gdy to zrobiłam mój palec zaczął strasznie piec, tak jakbym włożyła go do bardzo gorącej galaretki. Wstałam i pokazałam czerwony palec Narcyzowi, ten ciężko wetchnął i chcąc nie chcąc zaczął mnie leczyć.
- Jak z dzieckiem, nie wkładaj tych brudnych paluchów do rzeczy których nie znasz! – Nadymałam policzki i wystawiając palec usiadłam obok niego, na kanapie. Ruby i Mars stali na balkonie, niby to nic niezwykłego ale wyglądało na to że rozmawiali, dość poważnie. David nie przejmował się niczym, ani tym że jego mieszkanie to teraz jedna, wielka ruina, ani tym że ogry w każdej chwili mogą się obudzić i znów zaatakować. Leżał na fotelu i czytał jakaś książkę, nie widziałam tytułu ale na okładce znajdowała się dziewczynka z dziurami zamiast oczu, więcej informacji nie potrzebowałam. Zaczynałam się powoli bać tych ludzi, jednocześnie zdecydowałam się ich bliżej poznać. Może to będą moi pierwsi i najlepsi przyjaciele? Nigdy nie wiadomo.
„Wczoraj w strachu przed utratą przyjaciela płakałam... Dziś jest nowy dzień i już wiem by się z nimi o nic nie zakładać, czasami może się to skończyć tragedią.” ~ Eve Raahel
♦-♦-♦
Nie wiem kiedy pojawi się nowy rozdział, aktualnie jestem na nieogarniętym tablecie bo mój komputer strajkuje. Na pewno nie wrzuce nic w tym tygodniu, ponieważ jadę do Kielc.
W następnym rozdziale:
"Jeśli ona chce się do nas przyłączyć to niech się dziesięć razy zastanowi. Nie będzie miała tyle czasu do spania."
"Hej, David. Opowiedz mi bajkę na dobranoc."
Nie wiem kiedy pojawi się nowy rozdział, aktualnie jestem na nieogarniętym tablecie bo mój komputer strajkuje. Na pewno nie wrzuce nic w tym tygodniu, ponieważ jadę do Kielc.
W następnym rozdziale:
"Jeśli ona chce się do nas przyłączyć to niech się dziesięć razy zastanowi. Nie będzie miała tyle czasu do spania."
"Hej, David. Opowiedz mi bajkę na dobranoc."