-
Dziewczyna by przeczytała prawdę o tej fabryce, myślisz że po tym mogłaby żyć
normalnie? Nie. Musielibyśmy ją niańczyć a mi się nie podoba taki układ. –
Syknął machając moimi dokumentami jak wachlarzem. Gdy poczułam się trochę
lepiej zauważyłam że trzyma mnie ten czerwonowłosy chłopak z rana, David był
czerwonookim blondynem, ciekawe. Usiadłam o własnych siłach i zaczęłam iść na
czworaka w stronę blondyna, nie zauważył nawet kiedy się przyczepiłam do jego
nogi.
- Dajjj… miii.. tooo! – Gdy w końcu się mną zainteresował próbował przez chwilę
mnie zrzucić ale widząc że to nie działa podał drugiemu chłopakowi dokumenty i
wziął mnie na ręce. – Puszczaj mnie! Puszczaj! Gdzie idziemy?!
- Do domu. – Odpowiedział krótko.
- Ale ja nie mogę wrócić do domu, jeszcze nie.
- A kto powiedział że do twojego?
- Okej. PUSZCZAJ MNIE ZBOCZEŃCU! – Zaczęłam go okładać pięściami ale to nic nie
dało. Po chwili zostałam wpakowana do dziwnego samochodu i odjechaliśmy.
Powinnam sobie powtarzać w myślach coś w stylu „a mama mówiła, nie rozmawiaj z
podejrzanymi typami” ale niestety moja matka nic takiego mi nie mówiła! Droga
była długa a ja zmęczona, mimo że David nie umiał jeździć i ciągle wpadaliśmy w
dziury to nawet udało mi się zasnąć.
Obudził mnie zapach kurczaka. Przez chwilę myślałam że naprawdę zawieźli mnie
do domu bo spałam na kanapie, niestety gdy się rozejrzałam czar prysł. Zupełnie
inny kolor ścian, meble były inne i inaczej porozstawiane. Słyszałam głos
chłopaków z kuchni. Westchnęłam i zobaczyłam że moje nogi są
przykryte szarym kocem, pachniał męskimi perfumami, dość przyjemnie jak na mój
wybredny nos. Pomyślałam że to miłe z ich strony że to zrobili, naprawdę to
tacy grzeczni porywacze. Odkładając głupie żarty na bok, zauważyłam leżące na
stole dokumenty. Złapałam za tekturową teczkę i wyjęłam z niej kartki. Na
pierwszej stronie było moje zdjęcie i dane, przeraziłam się gdyż fotografia
została zrobiona niedawno, dopiero od 2 lat mam czarne włosy.
- SB.- 1 Eve Raahel. Ostatni i najbardziej niebezpieczny SB. Projekt porzucony,
zbyt wiele wad. – Czytałam na głos
najdziwniejsze informacje, oczywiście nie na tyle głośno by ci idioci mnie
usłyszeli. Nic z tego nie rozumiałam, to wszystko było zbyt pokręcone! – SB.
Wzorowany na DNA BZ… co do cholery… - I właśnie po tych słowach zabrano mi
kartki a przed nosem postawiono talerz z kurczakiem. David usiadł obok mnie z
własnym talerzem, w drogiej ręce trzymał moje dokumenty, którymi mnie uderzył w
głowę.
- Idiotka! Mówiłem żebyś nie czytała!
- Nie mówiłeś. Po za tym skoro wiecie co tam jest to co to jest SB? –
Zapytałam, ale zamiast jakiejś konkretnej odpowiedzi zobaczyłam ich zdziwione
miny. Zareagowali tak jakbym powiedziała że na kolacje chce płatki z keczupem.
- Nieźle jej wyczyścili pamięć, trudno, trzeba jej przypomnieć. – Westchnął
czerwonowłosy popijając kurczaka colą. – Tak w ogóle to jestem Mars. –
Uśmiechnął się a ja zobaczyłam jego śnieżnobiałe zęby i coś…jak kły!
- No więc tak.. nie wiem jak ci to wszystko wytłumaczyć ale zacznijmy od tego,
jesteś bogiem.
- Po pierwsze, mówił ci już ktoś że jesteś strasznie bezpośredni? Po drugie
bogowie nie istnieją. Po trzecie przestańcie mi wciskać kity i wytłumaczcie o
co chodzi! – Krzyknęłam, chłopcy jedynie wymienili się spojrzeniami. Coś w
stylu „kto jej to wytłumaczy?” bo właśnie tłumaczenia oczekiwałam.
- Nie wiedziałem że będzie tak ciężko. SB to skrót od „SZTUCZNY BÓG” i ty nim
jesteś. Pewna organizacja znalazła DNA stworzeń występujących aktualnie w
legendach, na początku testowali to na dorosłych ludziach za grubą kasę,
niestety wszystkie testy dostawały wynik negatywny. W końcu ktoś pomyślał o tym
aby sprawdzić jak DNA zachowa się w stosunku do nienarodzonego dziecka,
powstały hybrydy. Ja jestem pierwszym takimi pół-człowiekiem, oczywiście jest
nas jeszcze więcej ale o tym wspomnę za chwilę. Ważniejsze jest teraz to że
naukowcom to nie wystarczyło, wykorzystując nas i nasze zdolności odnaleźli DNA
bogów. Rodziny wychowujące dzieci bogów dostają potężne pieniądze, niestety
nasze rodziny nie załapały się na takie coś, dostały raz i już nigdy więcej.
Twoi rodzice nigdy nie chcieli dziecka, niestety popadli w długi a twoja matka
usłyszała że można dostać nawet kilkaset tysięcy za opiekę nad takim
bachorkiem… a i jeszcze…
- STÓJ! To co mówisz byłoby bardzo prawdopodobne gdyby nie fakt że coś takiego
jak pół-ludzie i bogowie NIE ISTNIEJĄ! – To wszystko było zbyt dziwne, zbyt nierealne.
Żyjemy do cholery w XXV w.! Kto normalny jeszcze wierzy w jakieś nadnaturalne
umiejętności?! Moje oczy nie świadczą o tym że jestem czymś niezwykłym, no
dobra, może trochę. Oczywiście zdarzały się mi dziwne rzeczy, jak na przykład
ta kłótnia z Giną w której pogoda dostosowała się do mojego humoru.
- Naprawdę? Słuchaj gówniaro! – David gwałtownie wstał i ze wściekłością w
oczach wbił mi ostre paznokcie w gardło i lekko uniósł, bolało jak diabli lecz
nie odczuwałam tego, byłam zbyt zaszokowana jego nadnaturalną prędkością.
- David! Udusisz ją! – Krzyknął Mars i szybko odstawił talerz. W czasie gdy ja
próbowałam złapać powietrze w płuca ci piorunowali się wzrokiem, nie widziałam
w tamtym momencie miny Barbie ale Mars wyglądał na przerażonego, grzecznie
usiadł i odwrócił wzrok.
- Ryzykowałem życiem, widziałem jak moi przyjaciele giną, tylko po to by zdobyć
DNA które teraz jest w tobie. Jesteś eksperymentem który wysadził tamto laboratorium!
I do tej pory nikt nie wie dlaczego, proszę daruj mi słuchania o tym że
nadprzyrodzone istoty nie istnieją! – Po wypowiedzeniu tych kilku krótkich zdań
rzucił mną o kanapę i wyszedł trzaskając drzwiami. Tam gdzie jego paznokcie
dotknęły mojej skóry zaczęło nieprzyjemnie szczypać i piec.
- Rany, co go ugryzło? – Mruknęłam próbując rozmasować ból, niestety nic to nie
dało, co więcej chyba to pogorszyło sprawę. Brązowooki wstał i wyciągnął z
jakiejś szafki bandaże, ze wprawą opatrzył moją szyję i sprzątając po sobie
usiadł wygodnie po drugiej stronie kanapy, tam gdzie wcześniej David.
- David ma bliźniaka, oboje wraz z innymi zostali wyznaczeni do szukania DNA
dla ciebie. Niestety Shin został
zaatakowany przez jedno ze stworzeń boga i aktualnie leży w śpiączce w naszej
głównej bazie. – Otworzyłam szerzej oczy. Hipotetycznie, gdybym naprawdę była
tym bogiem i DNA musiałoby zostać mi podane jak jeszcze byłam w łonie matki to
ten cały Shinleży w śpiączce od 16 lat, przeze mnie. David przez te lata musiał
strasznie cierpieć, podobno bliźniaki mają silniejszą więź niż inne rodzeństwa,
no ale co ja mogę o tym wiedzieć?
- Przepraszam. To.. moja wina… -
Wymamrotałam ze spuszczoną głową.
- Ależ skąd! To wina tych cholernych naukowców. Spokojnie, nie jesteś przecież
źródłem wszystkich problemów. – Moje oczy nagle zrobiły się mokre, wszystko
zrobiło się zamazane. Mars rozejrzał się chwilę po pokoju i niezręcznie objął
mnie ramieniem. Nie wiem czemu ale przypomniało mi się jak odrzuciłam Akiego i
ta histeria kiedy następnego dnia się okazało że umarł, że już nie wróci. Już
nigdy nie zobaczę jego uśmiechniętej twarz mówiącej „Witaj Eve!”, już nigdy nie
będę mogła z nim pogadać o tym jak wkurza mnie Gina, już nigdy go nie dotknę,
już nigdy… nie będzie go przy mnie. To całe wypłakiwanie smutku trwało niecałe
osiem minut, nie mogłam więcej. Całe życie uczyłam się że płacz mi nic nie da a
tylko tracę wodę z organizmu, skończyło się na tym że nie mogę płakać dłużej
niż osiem minut. Gdy wytarłam mokre oczy Mars pogłaskał mnie po głowie, to mnie
nieco uspokoiło.
- Wybacz, chwila słabości. Przypomniałam sobie pewno wydarzenie.
- Chyba nawet wiem jakie. – Odsunął się ode mnie ze smutną miną po czym
spojrzał na mnie i zachichotał. – Nie patrz na mnie jak na jakiegoś prześladowcę,
góra kazała nam cię pilnować na wypadek gdyby twoje moce zaczęły się budzić.
Jak na razie umiesz kontrolować pogodę, jak miło.
- Dokończyłbyś to co zaczął David?
- Ahhh.. więc wracając do tematu, po twoim narodzeniu trzymali cię w
laboratorium jakieś 2 lata. Gdy w końcu się obudziłaś to z tak potężnym hukiem
że rozpieprzyło naszą starą miejscówkę. Twój płacz wręcz zabijał, każdy z
naukowców który próbował się do ciebie zbliżyć zostawał porażony piorunem.
Uspokoiłaś się dopiero wtedy gdy jedna z naszych przyjaciółek zaczęła ci
śpiewać kołysankę. W sumie przez to zdarzenie wielu naszych kontrolowanych
bogów uciekło i na razie w bazie mieszka dwóch, po prostu nie chcieli udawać
normalnych ludzi, woleli luksusy. W sumie ja też je lubię, dlatego jestem grzeczny
i wypełniam rozkazy. David pracuje dla nich tylko dlatego że opłacają leczenie Shina,
więc nie dziw się że czasami się buntuje. – Kiwnęłam głową, miało to znaczyć że
rozumiem. Spojrzałam na drzwi którymi wyszedł David, jeśli układ tego domu jest
taki sam jak mój to prawdopodobnie wyszedł na korytarz, co dalej? Wstałam z
kanapy i robiąc kilka kroków złapałam za klamkę, już miałam ją przekręcić gdy
przypomniałam sobie o jednej rzeczy.
- Mars... – Zapytałam odwracając się, ten spojrzał na mnie swoimi brązowymi
oczami. – Co to znaczy „DNA BZ”? – Wyglądało na to że wręcz czekał na to
pytanie bo z nadludzką szybkością znalazł się obok mnie i zaczął szeptać mi do
ucha, od jego ciepłego oddechu aż dostałam dreszczy.
- To znaczy że twoje DNA to DNA BOGA ZEUSA. Możesz spać spokojnie, najwyżej
gdzieś walniesz piorunem. – Gdy mrugnęłam już go nie było, to wszystko było
chore i dziwne ale przecież już o tym mówiłam. Widocznie nic w moim życiu nie
może być normalne, jaka szkoda. Wyszłam
na korytarz w poszukiwaniu Davida, nie trwało to długo. Wystarczyło iść do
sypialni i na balkon. Otwierając szklane drzwi poczułam odór nikotyny.
- Przepraszam, słyszałam o twoim bracie. – Mruknęłam nieśmiało a ten nawet nie
raczył na mnie spojrzeć. Stuknięciem palca strzepnął popiół z papierosa do
popielniczki, zaciągnął się i po chwili wypuścił dym z ust.
- Za co? Za to że to DNA wypadło na ciebie? Równie dobrze mogło wypaść na
jakiegoś innego bachora. Więc pytam się, za co przepraszasz? Czy przez ciebie Shin
leży śpiączce? Nie, więc z łaski swojej
zamknij ryj i nie poruszaj tego tematu nigdy więcej. – Po tych słowach zgasił
papierosa i odpychając mnie na bok wyszedł z balkonu, przez chwilę myślałam że
mnie na nim zamknie, lecz całe szczęście nic takiego się nie stało. W sumie David
ma racje, po sprawie z Akim jestem przewrażliwiona na wszelkie wypadki związane
ze mną, ciągle tylko przepraszam, nawet za coś czego nie zrobiłam. Na zewnątrz
zrobiło się strasznie zimno, mój oddech zmieniał się w biały dym. Miałam już
wracać gdy nagle usłyszałam kawałek piosenki „Korn- get up” Krzyk sąsiadów był
bezcenny! Wyciągnęłam telefon z kieszeni dresów i zobaczyłam na wyświetlaczu
numer mojej, super mamusi, przywitałam ją wesołym „czego?”
- Dzwonili do nas naukowcy, podobno dowiedziałaś się prawdy i chcesz zamieszkać
w ich bazie! – Dziwne, nie wydawało mi się żebym tak mówiła ale w sumie wolę
spędzać czas z Marsem i Davidem niż z moimi „opiekuńczymi” rodzicami. W sumie
zrobiło mi się nawet trochę smutno gdy usłyszałam jej zapłakany głos przez słuchawkę.
- No tak, przecież i tak mnie nie chcecie. W czym problem? – Byłam miła i
spokojna, nie wiem czego się spodziewałam, że moja matka powie „nie odchodź,
będziemy tęsknić”? Może trochę, odrobinę.
- Oni powiedzieli że jeśli odejdziesz do nich to my nie dostaniemy już żadnych
pieniędzy! Wracaj! – Coś się we mnie zagotowało, byłam wściekła. W sumie skoro
i tak już nie miałam z nimi mieszkać to mogłam zacząć wyrzucać z siebie
wszystko co trzymałam do tej pory.
- Ah tak! Czyli jak chodzi o kasę to przypominacie sobie o córeczce?! A gdzie
byliście jak potrzebowałam waszej pomocy?! Czemu cały czas traktowaliście mnie
jak zwierzaka, na którego wszyscy mają uczulenie?! W sumie to dobrze wam tak,
cieszę się że nie macie już pieniędzy. – Warknęłam, z dziką rozkoszą i podnietą
nacisnęłam na wyświetlaczu czerwoną słuchawkę i aby nie zakłócać ciszy nocnej
wyciszyłam telefon.Spałam
w pokoju Davida, on sam powiedział że z radością połozy się na kanapie, szkoda
że przy wypowiadaniu tego użył ironii. Łóżko było dla mnie ciekawą odmianą,
mogę śmiało przyznać że pierwszy raz od wielu lat porządnie się wyspałam.
No, i to jest blog dla mnie. Uwielbiam książki, anime, mangi, filmy o bogach rzymskich. Po prostu nie mogę przestać o nich myśleć. Sama nawet prowadzę bloga na ich temat. Nie mogę się doczekać następnego rozdziału. Życzę weny i powodzenia. I niech bogowie będą z tobą. :-)
OdpowiedzUsuń