czwartek, 20 lutego 2014

2. Normalne życie? Przecież to Eve.

- Dziewczyna by przeczytała prawdę o tej fabryce, myślisz że po tym mogłaby żyć normalnie? Nie. Musielibyśmy ją niańczyć a mi się nie podoba taki układ. – Syknął machając moimi dokumentami jak wachlarzem. Gdy poczułam się trochę lepiej zauważyłam że trzyma mnie ten czerwonowłosy chłopak z rana, David był czerwonookim blondynem, ciekawe. Usiadłam o własnych siłach i zaczęłam iść na czworaka w stronę blondyna, nie zauważył nawet kiedy się przyczepiłam do jego nogi.
- Dajjj… miii.. tooo! – Gdy w końcu się mną zainteresował próbował przez chwilę mnie zrzucić ale widząc że to nie działa podał drugiemu chłopakowi dokumenty i wziął mnie na ręce. – Puszczaj mnie! Puszczaj! Gdzie idziemy?!
- Do domu. – Odpowiedział krótko.
- Ale ja nie mogę wrócić do domu, jeszcze nie.
- A kto powiedział że do twojego?
- Okej. PUSZCZAJ MNIE ZBOCZEŃCU! – Zaczęłam go okładać pięściami ale to nic nie dało. Po chwili zostałam wpakowana do dziwnego samochodu i odjechaliśmy. Powinnam sobie powtarzać w myślach coś w stylu „a mama mówiła, nie rozmawiaj z podejrzanymi typami” ale niestety moja matka nic takiego mi nie mówiła! Droga była długa a ja zmęczona, mimo że David nie umiał jeździć i ciągle wpadaliśmy w dziury to nawet udało mi się zasnąć.
Obudził mnie zapach kurczaka. Przez chwilę myślałam że naprawdę zawieźli mnie do domu bo spałam na kanapie, niestety gdy się rozejrzałam czar prysł. Zupełnie inny kolor ścian, meble były inne i inaczej porozstawiane. Słyszałam głos chłopaków z kuchni. Westchnęłam i zobaczyłam że moje nogi są przykryte szarym kocem, pachniał męskimi perfumami, dość przyjemnie jak na mój wybredny nos. Pomyślałam że to miłe z ich strony że to zrobili, naprawdę to tacy grzeczni porywacze. Odkładając głupie żarty na bok, zauważyłam leżące na stole dokumenty. Złapałam za tekturową teczkę i wyjęłam z niej kartki. Na pierwszej stronie było moje zdjęcie i dane, przeraziłam się gdyż fotografia została zrobiona niedawno, dopiero od 2 lat mam czarne włosy.
- SB.- 1 Eve Raahel. Ostatni i najbardziej niebezpieczny SB. Projekt porzucony, zbyt wiele wad. – Czytałam  na głos najdziwniejsze informacje, oczywiście nie na tyle głośno by ci idioci mnie usłyszeli. Nic z tego nie rozumiałam, to wszystko było zbyt pokręcone! – SB. Wzorowany na DNA BZ… co do cholery… - I właśnie po tych słowach zabrano mi kartki a przed nosem postawiono talerz z kurczakiem. David usiadł obok mnie z własnym talerzem, w drogiej ręce trzymał moje dokumenty, którymi mnie uderzył w głowę.
- Idiotka! Mówiłem żebyś nie czytała!
- Nie mówiłeś. Po za tym skoro wiecie co tam jest to co to jest SB? – Zapytałam, ale zamiast jakiejś konkretnej odpowiedzi zobaczyłam ich zdziwione miny. Zareagowali tak jakbym powiedziała że na kolacje chce płatki z keczupem.
- Nieźle jej wyczyścili pamięć, trudno, trzeba jej przypomnieć. – Westchnął czerwonowłosy popijając kurczaka colą. – Tak w ogóle to jestem Mars. – Uśmiechnął się a ja zobaczyłam jego śnieżnobiałe zęby i coś…jak kły!
- No więc tak.. nie wiem jak ci to wszystko wytłumaczyć ale zacznijmy od tego, jesteś bogiem.
- Po pierwsze, mówił ci już ktoś że jesteś strasznie bezpośredni? Po drugie bogowie nie istnieją. Po trzecie przestańcie mi wciskać kity i wytłumaczcie o co chodzi! – Krzyknęłam, chłopcy jedynie wymienili się spojrzeniami. Coś w stylu „kto jej to wytłumaczy?” bo właśnie tłumaczenia oczekiwałam.
- Nie wiedziałem że będzie tak ciężko. SB to skrót od „SZTUCZNY BÓG” i ty nim jesteś. Pewna organizacja znalazła DNA stworzeń występujących aktualnie w legendach, na początku testowali to na dorosłych ludziach za grubą kasę, niestety wszystkie testy dostawały wynik negatywny. W końcu ktoś pomyślał o tym aby sprawdzić jak DNA zachowa się w stosunku do nienarodzonego dziecka, powstały hybrydy. Ja jestem pierwszym takimi pół-człowiekiem, oczywiście jest nas jeszcze więcej ale o tym wspomnę za chwilę. Ważniejsze jest teraz to że naukowcom to nie wystarczyło, wykorzystując nas i nasze zdolności odnaleźli DNA bogów. Rodziny wychowujące dzieci bogów dostają potężne pieniądze, niestety nasze rodziny nie załapały się na takie coś, dostały raz i już nigdy więcej. Twoi rodzice nigdy nie chcieli dziecka, niestety popadli w długi a twoja matka usłyszała że można dostać nawet kilkaset tysięcy za opiekę nad takim bachorkiem… a i jeszcze…
- STÓJ! To co mówisz byłoby bardzo prawdopodobne gdyby nie fakt że coś takiego jak pół-ludzie i bogowie NIE ISTNIEJĄ! – To wszystko było zbyt dziwne, zbyt nierealne. Żyjemy do cholery w XXV w.! Kto normalny jeszcze wierzy w jakieś nadnaturalne umiejętności?! Moje oczy nie świadczą o tym że jestem czymś niezwykłym, no dobra, może trochę. Oczywiście zdarzały się mi dziwne rzeczy, jak na przykład ta kłótnia z Giną w której pogoda dostosowała się do mojego humoru.
- Naprawdę? Słuchaj gówniaro! – David gwałtownie wstał i ze wściekłością w oczach wbił mi ostre paznokcie w gardło i lekko uniósł, bolało jak diabli lecz nie odczuwałam tego, byłam zbyt zaszokowana jego nadnaturalną prędkością.
- David! Udusisz ją! – Krzyknął Mars i szybko odstawił talerz. W czasie gdy ja próbowałam złapać powietrze w płuca ci piorunowali się wzrokiem, nie widziałam w tamtym momencie miny Barbie ale Mars wyglądał na przerażonego, grzecznie usiadł i odwrócił wzrok.
- Ryzykowałem życiem, widziałem jak moi przyjaciele giną, tylko po to by zdobyć DNA które teraz jest w tobie. Jesteś eksperymentem który wysadził tamto laboratorium! I do tej pory nikt nie wie dlaczego, proszę daruj mi słuchania o tym że nadprzyrodzone istoty nie istnieją! – Po wypowiedzeniu tych kilku krótkich zdań rzucił mną o kanapę i wyszedł trzaskając drzwiami. Tam gdzie jego paznokcie dotknęły mojej skóry zaczęło nieprzyjemnie szczypać i piec.
- Rany, co go ugryzło? – Mruknęłam próbując rozmasować ból, niestety nic to nie dało, co więcej chyba to pogorszyło sprawę. Brązowooki wstał i wyciągnął z jakiejś szafki bandaże, ze wprawą opatrzył moją szyję i sprzątając po sobie usiadł wygodnie po drugiej stronie kanapy, tam gdzie wcześniej David.
- David ma bliźniaka, oboje wraz z innymi zostali wyznaczeni do szukania DNA dla ciebie. Niestety  Shin został zaatakowany przez jedno ze stworzeń boga i aktualnie leży w śpiączce w naszej głównej bazie. – Otworzyłam szerzej oczy. Hipotetycznie, gdybym naprawdę była tym bogiem i DNA musiałoby zostać mi podane jak jeszcze byłam w łonie matki to ten cały Shinleży w śpiączce od 16 lat, przeze mnie. David przez te lata musiał strasznie cierpieć, podobno bliźniaki mają silniejszą więź niż inne rodzeństwa, no ale co ja mogę o tym wiedzieć?
- Przepraszam. To.. moja wina…  - Wymamrotałam ze spuszczoną głową.
- Ależ skąd! To wina tych cholernych naukowców. Spokojnie, nie jesteś przecież źródłem wszystkich problemów. – Moje oczy nagle zrobiły się mokre, wszystko zrobiło się zamazane. Mars rozejrzał się chwilę po pokoju i niezręcznie objął mnie ramieniem. Nie wiem czemu ale przypomniało mi się jak odrzuciłam Akiego i ta histeria kiedy następnego dnia się okazało że umarł, że już nie wróci. Już nigdy nie zobaczę jego uśmiechniętej twarz mówiącej „Witaj Eve!”, już nigdy nie będę mogła z nim pogadać o tym jak wkurza mnie Gina, już nigdy go nie dotknę, już nigdy… nie będzie go przy mnie. To całe wypłakiwanie smutku trwało niecałe osiem minut, nie mogłam więcej. Całe życie uczyłam się że płacz mi nic nie da a tylko tracę wodę z organizmu, skończyło się na tym że nie mogę płakać dłużej niż osiem minut. Gdy wytarłam mokre oczy Mars pogłaskał mnie po głowie, to mnie nieco uspokoiło.
- Wybacz, chwila słabości. Przypomniałam sobie pewno wydarzenie.
- Chyba nawet wiem jakie. – Odsunął się ode mnie ze smutną miną po czym spojrzał na mnie i zachichotał. – Nie patrz na mnie jak na jakiegoś prześladowcę, góra kazała nam cię pilnować na wypadek gdyby twoje moce zaczęły się budzić. Jak na razie umiesz kontrolować pogodę, jak miło.
- Dokończyłbyś to co zaczął David?
- Ahhh.. więc wracając do tematu, po twoim narodzeniu trzymali cię w laboratorium jakieś 2 lata. Gdy w końcu się obudziłaś to z tak potężnym hukiem że rozpieprzyło naszą starą miejscówkę. Twój płacz wręcz zabijał, każdy z naukowców który próbował się do ciebie zbliżyć zostawał porażony piorunem. Uspokoiłaś się dopiero wtedy gdy jedna z naszych przyjaciółek zaczęła ci śpiewać kołysankę. W sumie przez to zdarzenie wielu naszych kontrolowanych bogów uciekło i na razie w bazie mieszka dwóch, po prostu nie chcieli udawać normalnych ludzi, woleli luksusy. W sumie ja też je lubię, dlatego jestem grzeczny i wypełniam rozkazy. David pracuje dla nich tylko dlatego że opłacają leczenie Shina, więc nie dziw się że czasami się buntuje. – Kiwnęłam głową, miało to znaczyć że rozumiem. Spojrzałam na drzwi którymi wyszedł David, jeśli układ tego domu jest taki sam jak mój to prawdopodobnie wyszedł na korytarz, co dalej? Wstałam z kanapy i robiąc kilka kroków złapałam za klamkę, już miałam ją przekręcić gdy przypomniałam sobie o jednej rzeczy.
- Mars... – Zapytałam odwracając się, ten spojrzał na mnie swoimi brązowymi oczami. – Co to znaczy „DNA BZ”? – Wyglądało na to że wręcz czekał na to pytanie bo z nadludzką szybkością znalazł się obok mnie i zaczął szeptać mi do ucha, od jego ciepłego oddechu aż dostałam dreszczy.
- To znaczy że twoje DNA to DNA BOGA ZEUSA. Możesz spać spokojnie, najwyżej gdzieś walniesz piorunem. – Gdy mrugnęłam już go nie było, to wszystko było chore i dziwne ale przecież już o tym mówiłam. Widocznie nic w moim życiu nie może być normalne, jaka szkoda.  Wyszłam na korytarz w poszukiwaniu Davida, nie trwało to długo. Wystarczyło iść do sypialni i na balkon. Otwierając szklane drzwi poczułam odór nikotyny.
- Przepraszam, słyszałam o twoim bracie. – Mruknęłam nieśmiało a ten nawet nie raczył na mnie spojrzeć. Stuknięciem palca strzepnął popiół z papierosa do popielniczki, zaciągnął się i po chwili wypuścił dym z ust.
- Za co? Za to że to DNA wypadło na ciebie? Równie dobrze mogło wypaść na jakiegoś innego bachora. Więc pytam się, za co przepraszasz? Czy przez ciebie Shin leży  śpiączce? Nie, więc z łaski swojej zamknij ryj i nie poruszaj tego tematu nigdy więcej. – Po tych słowach zgasił papierosa i odpychając mnie na bok wyszedł z balkonu, przez chwilę myślałam że mnie na nim zamknie, lecz całe szczęście nic takiego się nie stało. W sumie David ma racje, po sprawie z Akim jestem przewrażliwiona na wszelkie wypadki związane ze mną, ciągle tylko przepraszam, nawet za coś czego nie zrobiłam. Na zewnątrz zrobiło się strasznie zimno, mój oddech zmieniał się w biały dym. Miałam już wracać gdy nagle usłyszałam kawałek piosenki „Korn- get up” Krzyk sąsiadów był bezcenny! Wyciągnęłam telefon z kieszeni dresów i zobaczyłam na wyświetlaczu numer mojej, super mamusi, przywitałam ją wesołym „czego?”
- Dzwonili do nas naukowcy, podobno dowiedziałaś się prawdy i chcesz zamieszkać w ich bazie! – Dziwne, nie wydawało mi się żebym tak mówiła ale w sumie wolę spędzać czas z Marsem i Davidem niż z moimi „opiekuńczymi” rodzicami. W sumie zrobiło mi się nawet trochę smutno gdy usłyszałam jej zapłakany głos przez słuchawkę.
- No tak, przecież i tak mnie nie chcecie. W czym problem? – Byłam miła i spokojna, nie wiem czego się spodziewałam, że moja matka powie „nie odchodź, będziemy tęsknić”? Może trochę, odrobinę.
- Oni powiedzieli że jeśli odejdziesz do nich to my nie dostaniemy już żadnych pieniędzy! Wracaj! – Coś się we mnie zagotowało, byłam wściekła. W sumie skoro i tak już nie miałam z nimi mieszkać to mogłam zacząć wyrzucać z siebie wszystko co trzymałam do tej pory.
- Ah tak! Czyli jak chodzi o kasę to przypominacie sobie o córeczce?! A gdzie byliście jak potrzebowałam waszej pomocy?! Czemu cały czas traktowaliście mnie jak zwierzaka, na którego wszyscy mają uczulenie?! W sumie to dobrze wam tak, cieszę się że nie macie już pieniędzy. – Warknęłam, z dziką rozkoszą i podnietą nacisnęłam na wyświetlaczu czerwoną słuchawkę i aby nie zakłócać ciszy nocnej wyciszyłam telefon.
Spałam w pokoju Davida, on sam powiedział że z radością połozy się na kanapie, szkoda że przy wypowiadaniu tego użył ironii. Łóżko było dla mnie ciekawą odmianą, mogę śmiało przyznać że pierwszy raz od wielu lat porządnie się wyspałam. 

1 komentarz:

  1. No, i to jest blog dla mnie. Uwielbiam książki, anime, mangi, filmy o bogach rzymskich. Po prostu nie mogę przestać o nich myśleć. Sama nawet prowadzę bloga na ich temat. Nie mogę się doczekać następnego rozdziału. Życzę weny i powodzenia. I niech bogowie będą z tobą. :-)

    OdpowiedzUsuń