wtorek, 18 lutego 2014

1. Wszyscy przeciwko mnie.

- Eve kochanie, masz gościa! – Moja matka znów próbowała udawać przed kimś idealną opiekunkę, którą nie była. Gdy otworzyłam oczy i rozejrzałam się po pokoju w którym spałam zdałam sobie sprawę że zasnęłam w salonie na kanapie, miło z ich strony że mnie nawet nie obudzili, w sumie po co? Nigdy nie stworzyli mi pokoju, przyzwyczaiłam się do myśli w której kanapa pełni rolę łóżka. Moi rodzice (jeśli w ogóle mogę ich tak nazywać) nigdy nie chcieli dziecka, przez całe życie im tylko zawadzam, powiedzieli mi to gdy miałam 10 lat. Niewiele się zmieniło przez kolejnych 6 lat. Byłam ubrana w szare spodnie od dresu i czarny T-shirt z napisem, jako tako mogłam się pokazać ludziom. Zeszłam z miękkiej kanapy i chwiejnym krokiem otworzyłam drzwi prowadzące na hol. Moja 36-letnia matka witała nauczycielkę sztucznym uśmiechem. Gdy mnie ujrzała przeprosiła i podeszła bliżej, byłyśmy tego samego wzrostu, wyglądałyśmy tak samo, jedyne co nas różniło z wyglądu to kolor włosów. Obie jesteśmy naturalnymi blondynkami lecz farba czyni cuda i takim sposobem moje włosy są czarne.
- Zrób coś ze sobą, codziennie przyłażą do nas jakieś idiotki a ja nie mogę się przygotować do pracy. – Taka właśnie była moja matka, nigdy nie widziałam żeby uśmiechała się szczerze. Pracuje w firmie mojego ojca, kiedyś jako sekretarka teraz jako współwłaścicielka. Spojrzałam na nauczycielkę, była ładną zielonooką szatynką ale to nie wszystko, była młoda. Matka pewnie poczuła się zagrożona gdyż ojciec siedział jeszcze w domu, miał słabość do młodych kobiet. Skutek tego jest taki że mam gdzieś jeszcze trzech starszych braci, jakoś nie miałam jeszcze okazji ich poznać i pewnie nie będę miała.
- Rany i tak macie to gdzieś, po prostu powiem im że definitywnie nie będę chodzić do szkoły. Po jakimś czasie dadzą obie spokój. – Mruknęłam a ta odeszła w stronę sypialni, zarzucając po drodze kręconymi włosami. Zachowywała się jak modelka, którą podobno kiedyś była. Nie chodziłam do szkoły od pewnego czasu, po prostu nie mogłam już patrzeć w oczy tym wszystkim ludziom, nie po tym co zrobiłam. Najwyżej rodzice wściekną się że po 18-nastce dalej siedzę w domu i kupią mi własne mieszanie które będą opłacać, ja w zamian zniknę z ich życia. Zaprowadziłam nauczycielkę do kuchni i zaparzyłam herbaty. Nie mam przyjaciół więc czasem sprawia mi przyjemność rozmowa z nauczycielami, mimo że cały czas próbują mnie przekonać do tego aby nie kończyć edukacji. Gdy usiadłam jej pierwsze słowa to:
- Dalej masz te niesamowite oczy. – Odruchowo spuściłam głowę w dół, odkąd pamiętam tak właśnie zaczytana się rozmowa, od moich tęczówek. Prawa była tak zielona jak trawa, lewa czerwona jak krew. Odkryłam że gdy jestem wściekła to obie stają się czerwone, a gdy wesoła zielone.  Niektórych to fascynowało, niektórych brzydziło. Nie muszę chyba mówić do której grupy zaliczali się moi rodzice.  – No ale ja nie w tej sprawie. Nazywam się Rachel Moogen i uczę w szkole, chyba wiesz że jestem twoją wychowawczynią, prawda? – Tak, wiedziałam że osoba siedząca przede mną to moja wychowawczyni. Przestałam chodzić do szkoły jakieś dwa miesiące temu, to nie znaczy że już nie pamiętam podstawowych informacji. Spojrzałam w jej oczy, zobaczyłam jak od mojego wzroku zaczyna się denerwować. Mogła udawać miłą i przejętą moim zachowaniem nauczycielkę ale i tak ją obrzydzałam, w sumie nie mogłam się dziwić. Pani Reachel rozejrzała się niezręcznie po kuchni i wskazała palcem na jedno ze zdjęć.
- To z wakacji, prawda? Wiem że ciekawość jest zła ale dlaczego ciebie nie ma na zdjęciu? – Moje palce ścisnęły mocniej szklankę, miałam wrażenie że ta zaraz pęknie. Rzeczywiście, na zdjęciu byli moi rodzice, stali na tle zachodzącego słońca nad oceanem.
- Byłam chora, nie pojechałam z nimi. – Skłamałam, tak naprawdę zostawili mnie w domu. Przed wyjściem mi powiedzieli że wrócą za tydzień bo jadą na jakąś wyspę. Na wyspie były palmy, marzyłam kiedyś by je zobaczyć. Niestety nie mam prawa do marzeń, to też mi powiedzieli moi rodzice gdy jako 5 latka marzyłam o tym by pójść z nimi do wesołego miasteczka. Pogadałyśmy jeszcze chwilę aż w końcu nauczycielka dała mi spokój i wyszła, byłam traktowana w tej szkole bardzo ulgowo. Normalnie gdyby uczeń w moim wieku przestał chodzić do szkoły skończyłby w zakładzie poprawczym czy coś, ale nie ja.  Po zamknięciu drzwi zaczęła się awantura.
- Matko, zawsze sprawiasz problemy! Teraz wynoś się. – Wrzask mojej matki prawie nie rozwalił mi bębenków. Wiedziałam po co mam się wynieść, nie jestem już dzieckiem. Założyłam jedynie pierwsze lepsze buty i wzięłam klucze, tak na wszelki wypadek, gdyby o mnie zapomnieli.
A to im się zdarzało dosyć często.
Spokojnie schodziłam co drugi schodek, mieszkaliśmy na dziesiątym piętrze i w każdej chwili mogłam użyć windy, ale i tak wolałam schody. To była kolejna rzecz różniąca mnie od mojej rodziny. Na dole uderzyła we mnie fala ciepłego wietrzyku, znak że ktoś wszedł do klatki. Nie spodziewałam się o tej porze żadnego sąsiada, w tym budynku mieszali sami bogacze, pracujący przeważnie w domu.
- Przepraszam, nie wiesz może gdzie mieszka rodzina Raahelów? – Spojrzałam na czerwonowłosego chłopaka jak na zwierzę w zoo. Po chwili zrozumiałam pytanie i czarnym paznokciem wskazałam na siebie.
- Eve Raahel. – Jego brązowe tęczówki odbiły światło, chwilę pogrzebał w torbie wyjął z niej list. Spojrzałam na zapieczętowaną przesyłkę i  stwierdziłam że jest ona do mnie, miło że list trafił chociaż raz najpierw w moje ręce przed otwarciem, przez ciekawską matkę. Zamiast spojrzeć na nadawcę sprawdziłam adres, tak jak myślałam. Na kopercie pisało „Eva Raahel” Eva, nie Eve. Spojrzałam w stronę chłopaka, którego już tam nie było.
Dziwne.
Skąd ja go kojarzę?
Spokojnie wyszłam na dwór, ciepłe powietrze uderzyło w me policki i rozrzuciło moje kruczoczarne włosy. Całe osiedle było zabudowane i miało pełno kamer, jedyne miejsce gdzie mogłam spokojnie przeczytać list i nie martwić się o prywatność to plac zabaw. Został zbudowany z myślą o tym że najwięksi bogacze tego miasta będą chcieli potomstwa, jaka szkoda że byłam tutaj najmłodszą osobą. Rozerwałam kopertę z boku i wyciągnęłam list, widząc że to jakieś zawiadomienie ze szkoły rozerwałam kartkę i rzuciłam w piasek.
Nie miałam co robić więc powoli ruszyłam przed siebie. Nie szłam skrótami, postanowiłam ruszyć przez centrum. Całe miasto było żywe i kolorowe, każdy gdzieś się spieszył, każdy miał jakiś cel. Dobrze jest mieć świadomość że nic nie trzeba robić, wtedy człowiek się lepiej czuje. Zawsze chciałam być zabawną i lubianą przez wszystkich dziewczyną, skończyłam jako nudny i szary człowiek zagrażający społeczeństwu. Gdy sobie zdałam z tego sprawę przestałam szukać kontaktu w ludziach, już sam mój wygląd ich odstraszał. A właśnie, skoro już przy tym jesteśmy to jest jedna osoba której nienawidzę a moje oczy są dla niej jednym z tysiąca powodów do śmiechu. Zauważyłam ją po drugiej stronie ulicy, stała tam ze swoją świtą „przyjaciółek”. Wszystkie ubrane w krótkie spódniczki, dominująca ilość różowego aż raziła w oczy. Faceci stali wokół nich jak głodne lwy widzące mięso. Mimo wszystko były ładne, nigdy nie przesadzały z makijażem, wyglądały jak chodzące boginie.
Szkoda tylko że bogowie nie istnieją.
Tak mi się przynajmniej wydawało.
- Hej dziwolągu, gdzie uciekasz?
- Daleko od ciebie… - Odpowiedziałam i szybszym krokiem ruszyłam w dalszą drogę, niestety to by było zbyt normalne gdyby ta pozwoliła mi odejść. Blondynka stanęła przede mną z pełna pogardą, jej dwie brązowowłose przyjaciółeczki zablokowały mi możliwość jakiejkolwiek ucieczki, szkoda że nie miałam takiego zamiaru.
- Jak ty się do mnie odzywasz? Po za tym szkoda że nie chodzisz do szkoły, nie ma już z kogo się pośmiać. – W jej głosie dało się wyczuć lekki akcent. Przyjechała z Anglii jakiś rok temu i trafiła do mojej klasy, od razu wiedziałam że będą z nią problemy. Gina  zawsze była w centrum uwagi i to nie tylko przez wygląd jak i też zachowanie, normalny człowiek nie rządzi ludźmi których nie zna, stwierdzałam że nie jest ona normalna. Wiele razy słyszałam plotki o tym że Gina z przyjaciółkami grozi nożem tym którzy jej się sprzeciwiają, w każdej plotce jest szczypta prawdy. Ja tej prawdy doświadczyłam. Jej ojciec również prowadzi firmę, rozpieszczona i bogata córeczka ma przez to wiele znajomości oraz możliwości. Po kłótni z nią o mało nie wjechał we mnie tir, potraktowałam to jako przypadek. Gdy zaczęła mi grozić a ja jej odpyskowałam napadły mnie jakieś słabeusze, których powaliłam kopniakiem. Raz i tylko raz uderzyłam ją z pięści w twarz, przez co miała rozciętą wargę, jak wracałam do domu jej przyjaciółeczki zaciągnęły mnie w ciemny zaułek i pociachały nożem, piękna blizna dalej zdobi moje ramię. Mimo tego wszystkiego to nie bałam się jej, wręcz przeciwnie, była dla mnie żałosna i chora.
- Znajdziesz sobie zastępstwo, Gina. – Odsunęłam ją lekko i ku mojemu zdziwieniu pozwoliła mi przejść, niestety radość nie trwała długo bo ta złapała mnie za ramię i położyła na nim głowę, szepcąc mi coś do ucha.
- Przestałaś chodzić do szkoły przez to co się stało z Akim? Morderco? – Zachichotała i wróciła do swoich przyjaciółek. Stałam przez chwilę w miejscu, wpatrując się w brudny i nierówny chodnik. Nie wiedziałam co czuje, byłam wściekła i zrozpaczona. Aki zginał przeze mnie i ciężko mi o tym mówić ale niestety Gina miała rację, przestałam chodzić do szkoły przez ten wypadek. Mimo iż każdy mi mówił że to nie moja wina to tylko ja i ona znamy prawdę.
- O czym ty mówisz Gina? To jednak dziwadło zabiło Akusia? – Pisnęła jedna z przyjaciółek. Nad całym miastem zaczęły się kłębić deszczowe chmury, ludzie przechodzący obok nas jeszcze bardziej przyśpieszyli.
- Ohh.. miałam o tym nie mówić ale skoro nasza Eve tak bardzo nalega to powiem wam co się stało. – Westchnęła, tak jakby była bardzo zmartwiona i zawiedziona. – Akuś w dniu śmierci wyznał jej że ją kocha…
- Zamknij się.. – Powiedziałam cicho, deszcz lunął z ciemnych chmur a brązowowłose krzyknęły i uciekły. Teraz Gina nie mówiła do nich, tylko do mnie. Podniosłam głowę a mokra grzywka zasłoniła zielone oko.
- Odrzuciłaś go…
- ZAMKNIJ SIĘ! – Krzyknęłam a piorun uderzył w drzewo stojące za nią, jakieś 10 metrów. Pomyślałam że to na pewno zbieg okoliczności. Zaczesałam czarne włosy do tyłu i Gina lekko drgnęła widząc moje czerwone ze wściekłości oczy, mimo iż była przestraszona nie przestawała mówić.
- Chłopak się załamał, tak bardzo że nie zwracał uwagi na to gdzie idzie. To przez ciebie wpadł pod ten samochód! Ty go zabiłaś! Ty mi go zabrałaś! – Obie byłyśmy wściekłe, prawdopodobnie obie płakałyśmy ale żadna z nas tego nie zauważyła bo łzy zlewały się z płynącą po naszych twarzach zimną wodą. Tak naprawdę kochałam Akiego, nigdy w to nie wątpiłam. Po prostu ktoś taki jak on nie mógł się zakochać w kimś takim jak ja. Był przewodniczącym szkoły, inteligentny, wysportowany, przystojny. Wiele dziewczyn go kochało, odrzuciłam go po to by znalazł sobie lepszą, niestety już nie znajdzie. Cały czas czuje że to moja wina, gdybym się zgodziła to Aki by pewnie żył. Słysząc że to był „tylko wpadek” chce mi się płakać. Odwróciłam się na pięcie i nie patrząc co robię pobiegłam przed siebie, jak najdalej od Giny. Nie chciałam o tym rozmawiać, nie teraz, nie z nią. Dlatego właśnie nie wierzę w bóstwa i inne tego typy pierdoły. Aki był chodzącym ideałem, Bóg powinien go uratować a nie zabijać. Zamiast Akiego to ja powinnam teraz leżeć w trumnie, zakopana pod ziemią, martwa.
Niestety jeszcze nie wiedziałam najgorszego.
Zmęczyłam się dopiero gdy wybiegłam z miasta. „Witamy, nie opuszczajcie nas tak szybko” świecąca i widoczna z kilometra tabliczka była dla mnie wiadomością że niedaleko znajduje się pewne miejsce, w którym uwielbiam przebywać. Opuszczona fabryka, niestety nie wiedziałam czego, nawet w Internecie nigdy nie znalazłam o niej wzmianki. Fabryka była otoczona kolczastym płotem lecz w jednym miejscu dało się spokojnie przejść na czworaka, przejście było zasłonięte krzakami, sprytne. W budynku leżało pełno gruzy i rozbitego szkła, wesoło biegające szczury lub myszy to nic nowego. Otworzyłam drzwi do ulubionej Sali, światło w środku nie działało więc promienie słońca oświetlały tylko połowę pomieszczenia. Nigdy nie weszłam w głąb ciemności, chodź czułam że tam coś jest, coś dla mnie ważnego. Zawsze było tam pełno szkła, ale skąd? Próbowałam z konturów odczytać co tam może się znajdować ale nic nie przychodziło mi do głowy. Po chwili wpadłam na pewien pomysł, pogrzebałam chwilę w kieszeni i wyciągnęłam zapaliczkę, trzymałam ją na wszelki wypadek, np. Gdyby Gina zażyczyła sobie płonące włosy. Gdzieś niedaleko mnie leżał mały kartonik, wrzuciłam do środka kilka śmieci aby był cięższy, podpaliłam i nogą delikatnie go kopnęłam, zatrzymał się na środku Sali. W środku stała jakby wielka, pęknięta probówka, na dnie znajdowała się zielona woda. Dziwne kable zwisające z sufitu były jakby rozcięte, rozerwane. Kątem oka zauważyłam jakieś dokumenty leżące na biurku, które stało pod ścianą.
 „SB.- 1 Eve Raahel” – Sb? Co to do cholery to całe sb?! Czemu tam pisze moje imię i nazwisko?! Gdy już otwierałam brązową teczkę zostałam mocno uderzona w tył głowy. Nie zemdlałam ale trochę mnie to przyćmiło, upadłabym gdyby nie czyjeś ręce. Widziałam kontury dwóch osób, usłyszałam fragment mało fascynującej rozmowy.
- David, chodź raz mógłbyś być delikatny!

3 komentarze:

  1. Cooo!! Dlaczego jej imię było tam zapisane. O co chodzi. Ja chcę więcej! Jeszcze do tego chłopak, w którym się zakochała, nie żyje, a do tego rodzice jej nie chcieli. Ona to ma spie*****one życie. Jedynie co, to współczuć. Jeszcze en David. Nie mógłby być trochę delikatniejszy. No cóż. Ludzie nigdy się nie zmieniają.
    Shin:*wchodzi do pokoju z torbą na ramieniu* Nie ma jej? *rozgląda się i widzi, jak z zaskoczonej, przechodzę na tryb szczęścia* O nie.
    SHIN!!!! *rzucam się na niego* Już nigdy mnie nie zostawiaj!!!
    Shin: Nawet nie będę mia okazji, skoro mnie udusisz!
    A co do rozdziału. Wspaniały. Good Job!!! Weny i do zobaczenia później.

    Shin i Samara Glasses

    OdpowiedzUsuń
  2. Super, czekam na następny :3 !
    I tak już nie na temat : Sama robiłaś szablon :D?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Specyficzny ze mnie człowiek :P Nigdy nie lubię czekać w kolejkach + nigdy nie potrafię określić o co mi tak naprawdę chodzi. Stwierdziłam, że skoro posiadam photoshopa i piękne nauki internetów to mogę coś zrobić.

      Usuń