- Eve
kochanie, masz gościa! – Moja matka znów próbowała udawać przed kimś idealną
opiekunkę, którą nie była. Gdy otworzyłam oczy i rozejrzałam się po pokoju w
którym spałam zdałam sobie sprawę że zasnęłam w salonie na kanapie, miło z ich
strony że mnie nawet nie obudzili, w sumie po co? Nigdy nie stworzyli mi
pokoju, przyzwyczaiłam się do myśli w której kanapa pełni rolę łóżka. Moi
rodzice (jeśli w ogóle mogę ich tak nazywać) nigdy nie chcieli dziecka, przez
całe życie im tylko zawadzam, powiedzieli mi to gdy miałam 10 lat. Niewiele się
zmieniło przez kolejnych 6 lat. Byłam ubrana w szare spodnie od dresu i czarny
T-shirt z napisem, jako tako mogłam się pokazać ludziom. Zeszłam z miękkiej
kanapy i chwiejnym krokiem otworzyłam drzwi prowadzące na hol. Moja 36-letnia
matka witała nauczycielkę sztucznym uśmiechem. Gdy mnie ujrzała przeprosiła i
podeszła bliżej, byłyśmy tego samego wzrostu, wyglądałyśmy tak samo, jedyne co
nas różniło z wyglądu to kolor włosów. Obie jesteśmy naturalnymi blondynkami
lecz farba czyni cuda i takim sposobem moje włosy są czarne.
- Zrób coś ze sobą, codziennie przyłażą do nas jakieś idiotki a ja nie mogę się
przygotować do pracy. – Taka właśnie była moja matka, nigdy nie widziałam żeby
uśmiechała się szczerze. Pracuje w firmie mojego ojca, kiedyś jako sekretarka
teraz jako współwłaścicielka. Spojrzałam na nauczycielkę, była ładną zielonooką
szatynką ale to nie wszystko, była młoda. Matka pewnie poczuła się zagrożona
gdyż ojciec siedział jeszcze w domu, miał słabość do młodych kobiet. Skutek
tego jest taki że mam gdzieś jeszcze trzech starszych braci, jakoś nie miałam
jeszcze okazji ich poznać i pewnie nie będę miała.
- Rany i tak macie to gdzieś, po prostu powiem im że definitywnie nie będę
chodzić do szkoły. Po jakimś czasie dadzą obie spokój. – Mruknęłam a ta odeszła
w stronę sypialni, zarzucając po drodze kręconymi włosami. Zachowywała się jak
modelka, którą podobno kiedyś była. Nie chodziłam do szkoły od pewnego czasu,
po prostu nie mogłam już patrzeć w oczy tym wszystkim ludziom, nie po tym co
zrobiłam. Najwyżej rodzice wściekną się że po 18-nastce dalej siedzę w domu i
kupią mi własne mieszanie które będą opłacać, ja w zamian zniknę z ich życia.
Zaprowadziłam nauczycielkę do kuchni i zaparzyłam herbaty. Nie mam przyjaciół
więc czasem sprawia mi przyjemność rozmowa z nauczycielami, mimo że cały czas
próbują mnie przekonać do tego aby nie kończyć edukacji. Gdy usiadłam jej
pierwsze słowa to:
- Dalej masz te niesamowite oczy. – Odruchowo spuściłam głowę w dół, odkąd
pamiętam tak właśnie zaczytana się rozmowa, od moich tęczówek. Prawa była tak
zielona jak trawa, lewa czerwona jak krew. Odkryłam że gdy jestem wściekła to
obie stają się czerwone, a gdy wesoła zielone. Niektórych to fascynowało, niektórych
brzydziło. Nie muszę chyba mówić do której grupy zaliczali się moi rodzice. – No ale ja nie w tej sprawie. Nazywam się
Rachel Moogen i uczę w szkole, chyba wiesz że jestem twoją wychowawczynią,
prawda? – Tak, wiedziałam że osoba siedząca przede mną to moja wychowawczyni.
Przestałam chodzić do szkoły jakieś dwa miesiące temu, to nie znaczy że już nie
pamiętam podstawowych informacji. Spojrzałam w jej oczy, zobaczyłam jak od
mojego wzroku zaczyna się denerwować. Mogła udawać miłą i przejętą moim
zachowaniem nauczycielkę ale i tak ją obrzydzałam, w sumie nie mogłam się
dziwić. Pani Reachel rozejrzała się niezręcznie po kuchni i wskazała palcem na
jedno ze zdjęć.
- To z wakacji, prawda? Wiem że ciekawość jest zła ale dlaczego ciebie nie ma
na zdjęciu? – Moje palce ścisnęły mocniej szklankę, miałam wrażenie że ta zaraz
pęknie. Rzeczywiście, na zdjęciu byli moi rodzice, stali na tle zachodzącego
słońca nad oceanem.
- Byłam chora, nie pojechałam z nimi. – Skłamałam, tak naprawdę zostawili mnie
w domu. Przed wyjściem mi powiedzieli że wrócą za tydzień bo jadą na jakąś
wyspę. Na wyspie były palmy, marzyłam kiedyś by je zobaczyć. Niestety nie mam
prawa do marzeń, to też mi powiedzieli moi rodzice gdy jako 5 latka marzyłam o
tym by pójść z nimi do wesołego miasteczka. Pogadałyśmy jeszcze chwilę aż w
końcu nauczycielka dała mi spokój i wyszła, byłam traktowana w tej szkole
bardzo ulgowo. Normalnie gdyby uczeń w moim wieku przestał chodzić do szkoły
skończyłby w zakładzie poprawczym czy coś, ale nie ja. Po zamknięciu drzwi zaczęła się awantura.
- Matko, zawsze sprawiasz problemy! Teraz wynoś się. – Wrzask mojej matki
prawie nie rozwalił mi bębenków. Wiedziałam po co mam się wynieść, nie jestem
już dzieckiem. Założyłam jedynie pierwsze lepsze buty i wzięłam klucze, tak na
wszelki wypadek, gdyby o mnie zapomnieli.
A to im się zdarzało dosyć często.
Spokojnie schodziłam co drugi schodek, mieszkaliśmy na dziesiątym piętrze i w
każdej chwili mogłam użyć windy, ale i tak wolałam schody. To była kolejna
rzecz różniąca mnie od mojej rodziny. Na dole uderzyła we mnie fala ciepłego
wietrzyku, znak że ktoś wszedł do klatki. Nie spodziewałam się o tej porze
żadnego sąsiada, w tym budynku mieszali sami bogacze, pracujący przeważnie w
domu.
- Przepraszam, nie wiesz może gdzie mieszka rodzina Raahelów? – Spojrzałam na
czerwonowłosego chłopaka jak na zwierzę w zoo. Po chwili zrozumiałam pytanie i
czarnym paznokciem wskazałam na siebie.
- Eve Raahel. – Jego brązowe tęczówki odbiły światło, chwilę pogrzebał w torbie
wyjął z niej list. Spojrzałam na zapieczętowaną przesyłkę i stwierdziłam że jest ona do mnie, miło że
list trafił chociaż raz najpierw w moje ręce przed otwarciem, przez ciekawską
matkę. Zamiast spojrzeć na nadawcę sprawdziłam adres, tak jak myślałam. Na
kopercie pisało „Eva Raahel” Eva, nie Eve. Spojrzałam w stronę chłopaka,
którego już tam nie było.
Dziwne.
Skąd ja go kojarzę?
Spokojnie wyszłam na dwór, ciepłe powietrze uderzyło w me policki i rozrzuciło
moje kruczoczarne włosy. Całe osiedle było zabudowane i miało pełno kamer,
jedyne miejsce gdzie mogłam spokojnie przeczytać list i nie martwić się o
prywatność to plac zabaw. Został zbudowany z myślą o tym że najwięksi bogacze
tego miasta będą chcieli potomstwa, jaka szkoda że byłam tutaj najmłodszą
osobą. Rozerwałam kopertę z boku i wyciągnęłam list, widząc że to jakieś
zawiadomienie ze szkoły rozerwałam kartkę i rzuciłam w piasek.
Nie miałam co robić więc powoli ruszyłam przed siebie. Nie szłam skrótami,
postanowiłam ruszyć przez centrum. Całe miasto było żywe i kolorowe, każdy
gdzieś się spieszył, każdy miał jakiś cel. Dobrze jest mieć świadomość że nic
nie trzeba robić, wtedy człowiek się lepiej czuje. Zawsze chciałam być zabawną
i lubianą przez wszystkich dziewczyną, skończyłam jako nudny i szary człowiek
zagrażający społeczeństwu. Gdy sobie zdałam z tego sprawę przestałam szukać
kontaktu w ludziach, już sam mój wygląd ich odstraszał. A właśnie, skoro już
przy tym jesteśmy to jest jedna osoba której nienawidzę a moje oczy są dla niej
jednym z tysiąca powodów do śmiechu. Zauważyłam ją po drugiej stronie ulicy,
stała tam ze swoją świtą „przyjaciółek”. Wszystkie ubrane w krótkie spódniczki,
dominująca ilość różowego aż raziła w oczy. Faceci stali wokół nich jak głodne
lwy widzące mięso. Mimo wszystko były ładne, nigdy nie przesadzały z makijażem,
wyglądały jak chodzące boginie.
Szkoda tylko że bogowie nie istnieją.
Tak mi się przynajmniej wydawało.
- Hej dziwolągu, gdzie uciekasz?
- Daleko od ciebie… - Odpowiedziałam i szybszym krokiem ruszyłam w dalszą
drogę, niestety to by było zbyt normalne gdyby ta pozwoliła mi odejść.
Blondynka stanęła przede mną z pełna pogardą, jej dwie brązowowłose
przyjaciółeczki zablokowały mi możliwość jakiejkolwiek ucieczki, szkoda że nie
miałam takiego zamiaru.
- Jak ty się do mnie odzywasz? Po za tym szkoda że nie chodzisz do szkoły, nie
ma już z kogo się pośmiać. – W jej głosie dało się wyczuć lekki akcent.
Przyjechała z Anglii jakiś rok temu i trafiła do mojej klasy, od razu
wiedziałam że będą z nią problemy. Gina
zawsze była w centrum uwagi i to nie tylko przez wygląd jak i też zachowanie,
normalny człowiek nie rządzi ludźmi których nie zna, stwierdzałam że nie jest
ona normalna. Wiele razy słyszałam plotki o tym że Gina z przyjaciółkami grozi
nożem tym którzy jej się sprzeciwiają, w każdej plotce jest szczypta prawdy. Ja
tej prawdy doświadczyłam. Jej ojciec również prowadzi firmę, rozpieszczona i
bogata córeczka ma przez to wiele znajomości oraz możliwości. Po kłótni z nią o
mało nie wjechał we mnie tir, potraktowałam to jako przypadek. Gdy zaczęła mi
grozić a ja jej odpyskowałam napadły mnie jakieś słabeusze, których powaliłam
kopniakiem. Raz i tylko raz uderzyłam ją z pięści w twarz, przez co miała
rozciętą wargę, jak wracałam do domu jej przyjaciółeczki zaciągnęły mnie w
ciemny zaułek i pociachały nożem, piękna blizna dalej zdobi moje ramię. Mimo
tego wszystkiego to nie bałam się jej, wręcz przeciwnie, była dla mnie żałosna
i chora.
- Znajdziesz sobie zastępstwo, Gina. – Odsunęłam ją lekko i ku mojemu
zdziwieniu pozwoliła mi przejść, niestety radość nie trwała długo bo ta złapała
mnie za ramię i położyła na nim głowę, szepcąc mi coś do ucha.
- Przestałaś chodzić do szkoły przez to co się stało z Akim? Morderco? –
Zachichotała i wróciła do swoich przyjaciółek. Stałam przez chwilę w miejscu,
wpatrując się w brudny i nierówny chodnik. Nie wiedziałam co czuje, byłam
wściekła i zrozpaczona. Aki zginał przeze mnie i ciężko mi o tym mówić ale
niestety Gina miała rację, przestałam chodzić do szkoły przez ten wypadek. Mimo
iż każdy mi mówił że to nie moja wina to tylko ja i ona znamy prawdę.
- O czym ty mówisz Gina? To jednak dziwadło zabiło Akusia? – Pisnęła jedna z
przyjaciółek. Nad całym miastem zaczęły się kłębić deszczowe chmury, ludzie
przechodzący obok nas jeszcze bardziej przyśpieszyli.
- Ohh.. miałam o tym nie mówić ale skoro nasza Eve tak bardzo nalega to powiem
wam co się stało. – Westchnęła, tak jakby była bardzo zmartwiona i zawiedziona.
– Akuś w dniu śmierci wyznał jej że ją kocha…
- Zamknij się.. – Powiedziałam cicho, deszcz lunął z ciemnych chmur a
brązowowłose krzyknęły i uciekły. Teraz Gina nie mówiła do nich, tylko do mnie.
Podniosłam głowę a mokra grzywka zasłoniła zielone oko.
- Odrzuciłaś go…
- ZAMKNIJ SIĘ! – Krzyknęłam a piorun uderzył w drzewo stojące za nią, jakieś 10
metrów. Pomyślałam że to na pewno zbieg okoliczności. Zaczesałam czarne włosy
do tyłu i Gina lekko drgnęła widząc moje czerwone ze wściekłości oczy, mimo iż
była przestraszona nie przestawała mówić.
- Chłopak się załamał, tak bardzo że nie zwracał uwagi na to gdzie idzie. To
przez ciebie wpadł pod ten samochód! Ty go zabiłaś! Ty mi go zabrałaś! – Obie
byłyśmy wściekłe, prawdopodobnie obie płakałyśmy ale żadna z nas tego nie
zauważyła bo łzy zlewały się z płynącą po naszych twarzach zimną wodą. Tak
naprawdę kochałam Akiego, nigdy w to nie wątpiłam. Po prostu ktoś taki jak on
nie mógł się zakochać w kimś takim jak ja. Był przewodniczącym szkoły,
inteligentny, wysportowany, przystojny. Wiele dziewczyn go kochało, odrzuciłam
go po to by znalazł sobie lepszą, niestety już nie znajdzie. Cały czas czuje że
to moja wina, gdybym się zgodziła to Aki by pewnie żył. Słysząc że to był
„tylko wpadek” chce mi się płakać. Odwróciłam się na pięcie i nie patrząc co
robię pobiegłam przed siebie, jak najdalej od Giny. Nie chciałam o tym
rozmawiać, nie teraz, nie z nią. Dlatego właśnie nie wierzę w bóstwa i inne
tego typy pierdoły. Aki był chodzącym ideałem, Bóg powinien go uratować a nie
zabijać. Zamiast Akiego to ja powinnam teraz leżeć w trumnie, zakopana pod
ziemią, martwa.
Niestety jeszcze nie wiedziałam najgorszego.
Zmęczyłam się dopiero gdy wybiegłam z miasta. „Witamy, nie opuszczajcie nas tak
szybko” świecąca i widoczna z kilometra tabliczka była dla mnie wiadomością że
niedaleko znajduje się pewne miejsce, w którym uwielbiam przebywać. Opuszczona
fabryka, niestety nie wiedziałam czego, nawet w Internecie nigdy nie znalazłam
o niej wzmianki. Fabryka była otoczona kolczastym płotem lecz w jednym miejscu
dało się spokojnie przejść na czworaka, przejście było zasłonięte krzakami,
sprytne. W budynku leżało pełno gruzy i rozbitego szkła, wesoło biegające
szczury lub myszy to nic nowego. Otworzyłam drzwi do ulubionej Sali, światło w
środku nie działało więc promienie słońca oświetlały tylko połowę
pomieszczenia. Nigdy nie weszłam w głąb ciemności, chodź czułam że tam coś
jest, coś dla mnie ważnego. Zawsze było tam pełno szkła, ale skąd? Próbowałam z
konturów odczytać co tam może się znajdować ale nic nie przychodziło mi do
głowy. Po chwili wpadłam na pewien pomysł, pogrzebałam chwilę w kieszeni i
wyciągnęłam zapaliczkę, trzymałam ją na wszelki wypadek, np. Gdyby Gina
zażyczyła sobie płonące włosy. Gdzieś niedaleko mnie leżał mały kartonik,
wrzuciłam do środka kilka śmieci aby był cięższy, podpaliłam i nogą delikatnie
go kopnęłam, zatrzymał się na środku Sali. W środku stała jakby wielka,
pęknięta probówka, na dnie znajdowała się zielona woda. Dziwne kable zwisające
z sufitu były jakby rozcięte, rozerwane. Kątem oka zauważyłam jakieś dokumenty
leżące na biurku, które stało pod ścianą.
„SB.- 1 Eve Raahel” – Sb? Co to do
cholery to całe sb?! Czemu tam pisze moje imię i nazwisko?! Gdy już otwierałam
brązową teczkę zostałam mocno uderzona w tył głowy. Nie zemdlałam ale trochę
mnie to przyćmiło, upadłabym gdyby nie czyjeś ręce. Widziałam kontury dwóch
osób, usłyszałam fragment mało fascynującej rozmowy.
- David, chodź raz mógłbyś być delikatny!
Cooo!! Dlaczego jej imię było tam zapisane. O co chodzi. Ja chcę więcej! Jeszcze do tego chłopak, w którym się zakochała, nie żyje, a do tego rodzice jej nie chcieli. Ona to ma spie*****one życie. Jedynie co, to współczuć. Jeszcze en David. Nie mógłby być trochę delikatniejszy. No cóż. Ludzie nigdy się nie zmieniają.
OdpowiedzUsuńShin:*wchodzi do pokoju z torbą na ramieniu* Nie ma jej? *rozgląda się i widzi, jak z zaskoczonej, przechodzę na tryb szczęścia* O nie.
SHIN!!!! *rzucam się na niego* Już nigdy mnie nie zostawiaj!!!
Shin: Nawet nie będę mia okazji, skoro mnie udusisz!
A co do rozdziału. Wspaniały. Good Job!!! Weny i do zobaczenia później.
Shin i Samara Glasses
Super, czekam na następny :3 !
OdpowiedzUsuńI tak już nie na temat : Sama robiłaś szablon :D?
Specyficzny ze mnie człowiek :P Nigdy nie lubię czekać w kolejkach + nigdy nie potrafię określić o co mi tak naprawdę chodzi. Stwierdziłam, że skoro posiadam photoshopa i piękne nauki internetów to mogę coś zrobić.
Usuń