Prolog

I ciekawy jest fakt że moje życie mogło wyglądać tak wspaniale. Córka wielkiego biznesmena, światowej modelki. Show-biznes zawsze otwarty, jedyne co było mi do tego potrzebne to samo „chce”. Problem polega na tym że nie chce być „gwiazdą” i nigdy nie będę lizać dupy rodzicom by coś dostać.  Po za tym rodzicami są tylko na papierku, ciekawe czy zresztą prawdziwym. Miłosć, cholerna miłość, co to niby jest?! Od kilku lat wychodzę rano wracam wieczorem, jeszcze nigdy nie dostałam opieprzu za późne wracanie. Przychodę zawsze do domu, a moja matka ubrana w różowy szlafrok z wielkim dekoltem patrzy na mnie przez chwile jakby się zastanawiała skąd mnie zna.


„Życie córki najbardziej wpływowych ludzi w mieście musi być naprawdę fajne!”


Taa, jeśli brak bezpieczeństwa i ciągłe oszustwa są fajne to muszę mieć najfajniejsze życie na ziemi. Czemu nie pójdę do domu opieki i tego nie zgłoszę? Wolę się włóczyć po ulicach i straszyć dzieci aby wracały do domów niż iść do bidula. Po za tym co moje życie ma wspólnego z wpływami tych ludzi? Przecież nie wchodzę za darmo do klubów dla pełnoletnich, nie mogę wynosić rzeczy ze sklepów, nie mam jakiś wielkich względów. Jedynie policja mnie nie legitymuje gdy włóczę się po mieście w czasie ciszy nocnej, bo albo jest „to przecież ICH córka, nic jej nie będzie”  albo „Wolę z nią nie rozmawiać, wygląda strasznie” Odstraszanie ludzi opanowałam w 80%, nawet się nie musiałam starać.


„Hej dziwolągu, może przestałabyś nosić te dwukolorowe soczewki, straszysz innych”


Chciałabym, gdyby to były soczewki. Jedno czerwone, drugie niebieskie, tak po prostu mam. Po co 
w ogóle się tym przejmować? Każdy patrzy na mnie jak chce, nie mam przyjaciół, unikam wrogów. Czasami czuje się jak powietrze lub jak mała chmurka, która nie zwracając uwagi na innych idzie do przodu. Pff.. co ja bredzę.. idę do przodu? Cofam się w tył. Od lat marze o wspaniałym chłopaku, o dobrej pracy, albo najlepiej o tym żeby uciec z tego przeklętego domu. Niestety, boje się.

- To będzie 2zł. – Mruknął otyły facet stojący przy brudnej kasie. Wystawił lekko brązową dłoń do przodu aby przyjąć zapłatę. Co ja robię? Stoję przy kasie blokując kolejkę zastanawiając się nad sensem życia i na wspominkach? Super Evuś! Tego się po tobie spodziewałam, jak zawsze masz świetne pomysły które głupota przerastają dżdżownice. Szybko sięgnęłam do czarnej torebki i wyjęłam portfel, na moje szczęście miałam drobne. Ten sklep znany jest z tego że kiedy dasz im banknot to zawsze dostajesz mniej, wymówka: „nie mam jak rozmienić” Skoro nie macie jak rozmienić to czemu pozwalasz mi płacić?! Zresztą, to nie moja kasa. Zabierając swoją puszkę coli z blatu wyszłam „Magicznymi drzwiami” (takimi rozsuwanymi) nazwała je tak Maria. Jak zwykle, moje godziny „pracy” są rewelacyjne i kolejny raz muszę się nudzić nocą. Metalowa muzyczka rozgrała się w mojej torebce, sięgnęłam po telefon idąc cały czas do przodu i obserwując ulice. Nieświadomi ludzie jak zawsze byli spokojni i grzecznie szli z powrotem do domu, też bym chciała kończyć robotę przed 24. Siadając na ławce przy przystanku położyłam puszkę i spojrzałam na komórkę.

1. Nieodebrane
Widząc jego imię zrobiło mi się niedobrze, czemu to zawsze on musi dawać mi ochrzan? Niechętnie wybrałam jeszcze raz ten numer i lekko oddaliłam słuchawkę od ucha. Jeden sygnał, dwa sygnały
- EVE DO JASNEJ CHOLERY! MY TU PRACUJEMY A TY SOBIE POSIEDZENIE W SKLEPIE URZĄDZASZ?!
- Witamy w świecie normalnych ludzi Davidku, tak po za tym to może jakieś ”cześć”? Ewentualnie możesz powiedzieć „Eve do roboty bo kopnę cię dupę” – Warknęłam uderzając czarnym paznokciem o metalową górę puszki. Zdenerwowany król perfekcjonizmu widocznie nie był oczarowany moim dowcipem i jeszcze raz wziął głębszy oddech by na mnie nawrzeszczeć.
- Idiotko! S7 ucieka w twoją stronę! Ruby i Silver już są w drodzę, masz go złapać! – Krzyknął a ja upuściłam słuchawkę czując silne dłonie uciskające moją szyję. Zaczęłam się dusić, kaszleć i się ślinić. Gdzieś w oddali usłyszałam głos Silvera i Ruby. Szybko złapałam za dłonie napastnika które zostały natychmiast poparzone, zdezorientowany odskoczył z wrzaskiem. Nawet się nie odwróciłam, szybko zrobiłam unik robiąc przewrót do przodu. Dobrze zrobiłam bo odłamek ostrej jak nóż łuski przeleciał nad moją głową wbijając się w twardy asfalt.  Szybko wstałam i się otrzepałam z pyłu, moje kolana były cale podrapane, niech was piorun strzeli producenci krótkich spodenek! Chociaż, mówić takie rzeczy z moich ust to dość niebezpieczne.
-Ohh…naprawdę? Kiedyś myślałam że syrenki są ładniejsze. – Napastnik miał całą wysuszoną twarz i jakby „wymarłe” oczy takie jak u zdechłej ryby. Prawa ręka była pokryta ostrymi łuskami które służyły do obrony, na lewej nie miał nic oprócz małych nacięć przypominające rybne skrzela, nic bardziej mylnego tymi „otworami” wypadały te ostre łuski, które mnie o mało nie pociachały! S7 był ubrany w obdartą bluzkę i brudne rybaczki. Prawdopodobnie uciekał już długo, a wnioskując po śladach krwi pod paznokciami i na ubraniu zabił już wiele śmiertelników. Niestety oszalał, ale to można jakoś naprawić, prawda?
- Eve! Odsuń się! – Krzyknął brązowowłosy mężczyzna, Silver jak zawsze udawał bohatera. Obok niego biegła Ruby, jak zawsze nosząc swój łuk.
-Miałaś go złapać, jeśli się nie pospieszysz to ucieknie albo David przyjedzie i nie będzie ciekawie. – Powiedziała puszczając strzałę w kierunku Syrena. Jednak ten ominął ją z dziwną szybkością, stał teraz jak pies na dachu przystanku, na czterech nogach, sycząc coś swoim długim i spiczastym językiem.
- Eve! Dawaj tu tą klatkę! – Krzyknął Silver używając swojej mocy aby starzały Ruby paraliżowały. No ale nie mogłam użyć klatki, przecież on jest zbyt nerwowy, umarłby w niej od prądu! Spanikowałam.
- Silver! Porozmawiajmy z nim! Na pewno można go jeszcze uratować! – Wrzasnęłam, co źle podziałało na syrena, który zeskoczył z przystanku i zaczął lekko odchodzić do tyłu. Wszyscy mieli związane ręce. Ruby nie mogła trafić z tej odległości, a gdyby się ruszyła S7 uciekłby ze strachu. Moc Silvera działa tylko defensywnie, a ja chciałam robić mu krzywdy bo wierzyłam że może jeszcze odzyskać świadomość.
- Eve! Do jasnej cholery! On zabił człowieka! Wiesz jakie są zasady. - Wiem ale… - Miałam ochotę piszczeć z bezsilności, czemu oni słuchali się tylko tych zasad?!  Miałam dość! Nie chciałam go zabijać, a wiedziałam że klatka to zrobi! Oblizałam suche usta i wtedy naszła mnie pewna myśl. Wstrząśnięta cola i strzała, sucha ryba i woda. – Ruby strzel w tamtą puszkę! – Przyjaciółka wytężyła wzrok i dostrzegła czerwoną puszkę. Po chwili spojrzała na mnie wzrokiem mordercy.
- Ty chyba się mózgiem z małpą zamieniłaś, po cholerę mam tam strzelać?! Przestań kombinować i..
- BŁAGAM! –
 Krzyknęłam co znów wystraszyło syrena, zdesperowana Ruby spełniła moje samolubne życzenie. Tak jak myślałam napój wylał się na asfalt a wysuszona rybka prędko pognała do wody, przez co stała się bezbronna. Silver spokojnie podszedł do mężczyzny który wydawał z siebie dźwięki radości obracając się w prawo i w lewo w klejącym płynie. Jego skóra znów wracała do normalności. Szybko podbiegłyśmy z Ruby do przyjaciela.
-  Mówiłam… - Powiedziałam dumnie a wściekły chłopak wyprostował się i uderzył mnie z prostej ręki w twarz. – Ała… - Mruknęłam chowając twarz w czarnych włosach.
- Wiesz jak my się baliśmy?! Czemu chodź raz nie możesz posłuchać się naszych rozkazów?! Nie jako starszych i doświadczonych współpracowników, ale jako przyjaciół. – Warknął znowu patrząc na syrena, zachowywał się spokojnie.
- Skarbie, ostatni raz robisz coś takiego. Następnym razem masz rzucić tą klatkę. – Powiedziała Ruby i drżącymi rękoma przytuliła się do mnie. Jej niski wzrost nie pasował do stwierdzenia „starsza” w szpilkach miała ledwo 150. Spojrzałam jeszcze raz na wkurzonego Narcyza i odwróciłabym wzrok, gdyby nie Syren stojący za nim z mrocznym uśmieszkiem!
- Silve…! – Nie skończyłam ponieważ S7 nagle zaczął krwawić z oczu i z ust, upadł nieruchomo a ja krzyknęłam najgłośniej jak mogłam. Naprawdę się przestraszyłam, co się stało?! Nawet Silver odskoczył od szkarłatnej kałuży, Ruby spojrzała tylko jednym okiem i piszcząc wtuliła się w moje piersi. Ciało mężczyzny zaczęło jakby pękać, żyły wybuchały od nadmiaru krwi. S7 żył, plama szkarłatnej cieczy wciąż rosła, umierał w straszliwych cierpieniach. Gdy w końcu zauważyłam że jego klatka piersiowa przestaje się poruszać upadłam na kolana, prosto w ciepłą, niedawno płynącą w żyłach krew. Przecież on mógł się zmienić! Mógł dalej dla nas pracować!
- Mówiłem że macie go zamknąć lub zabić, był niebezpieczny. – Powiedział Dawid stojący w cieniu, jego ręka wciąż była skierowana na ciało syrena. W cieniu były widoczne jedynie jego czerwone jak krew oczy, były przerażające i pełne zdenerwowania. Podszedł do nas a Silver i Ruby zaniemówili, jasne że byliśmy przyjaciółmi ale i tak wszyscy podlegaliśmy blondynowi. Nie spełniony rozkaz = ochrzan. Znowu poczułam się taka malutka, wszystko przeze mnie.
- Wiecie jak ja się o was martwiłem?! – Westchnął podchodząc do mnie i patrząc na moją posiniaczoną szyje. Zaraz po tym przybiegł Mars niosąc małą Marię na plecach, jak zwykle miała na sobie swoją gotycką sukieneczkę.
- Pan David sprzeczał się z Panią Sugo że nie powinniśmy go zabijać, ale jak widać nikt nie potrafi się opanować widząc przyjaciół blisko śmierci. – Westchnęła rysując palcem wielkie koło obok S7, ciało z krwią zniknęło, a Maria podeszła do siedzącego na asfalcie Silvera. Mars jak zwykle wyglądał jakby dopiero co wstał z łóżka, Ruby natychmiast do niego poleciała pociągając nosem i wycierając się o jego bluzkę. Ja wpatrywałam się w skupiona twarz Davida, pisał on jakiegoś sms’a.
- David… - Powiedziałam ciągnąc za kawałek skórzanej kurtki. Barbie natychmiastowo się do mnie odwrócił. – Nie każ mi nigdy w życiu oglądać jak kogoś zabijasz, ani mi ani nikomu innemu. – Lekko się trzęsąc widziałam jak na twarzy chłopaka maluje się smutny wyraz twarzy, po czym delikatnie przeczesał moje włosy.
- Przepraszam Eve. – Po tych słowach odwrócił się do reszty.- Wracajmy do domów… Zaproponował a wszyscy poszli w stronę samochodu. Jednak ja jeszcze raz spojrzałam na puszkę i miejsce w którym niedawno leżało ciało mimo że nieznanego to i tak żyjącego stworzenia? Nie, on był człowiekiem, my też. Biorąc moją torebkę z chodnika obok ławki spojrzałam na szczęśliwych  i bezpiecznych przyjaciół, którzy jak zwykle kłócili się o miejsce w wielkim samochodzie.
- Księżniczko! Zastanawianie się nad sensem życia na środku ulicy to raczej zły pomysł. – Krzyknął David wychylając się przez okienko samochodu. Myślę że nadludzie którzy oszaleli pragnąc większej mocy zrobili to z samotności, bo chcieli zostać zauważeni, też tak miałam dlatego jest mi przykro kiedy każą nam ich szukać i zabijać. Chyba za dużo myślę o tym „jak straszne miałam życie” muszę przestać myśleć o przeszłości, a zacząć o przyszłości. To będzie ten mój pierwszy krok.

- Eve kochanie, masz gościa! – Słysząc krzyk mojej matki natychmiast wstałam. Co to było? Sen?

Dość…


Dziwny…

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz